To może na dobry początek mały cytacik:
„Osobiście nie jestem pewna, czy założyłabym coś, co pokazuje, że można mnie przetwarzać ponownie, bo pewnie cały czas miałabym wrażenie, że odnosi się to bezpośrednio, a w kontekście interpretacyjnym wydaje mi się to trochę fantazmatyczne, ale pewnie będą osoby noszące z przyjemnością”
Aga Pou Wiosna/Lato 2014 / catwalkmagazine.pl
Osobiście nie jestem pewien, czy chcecie czytać to dalej. Istnieje szansa, że poczujecie się trochę, albo nawet bardzo, fantazmatyczne. Ale pewnie będą takie osoby. Mam nadzieję, że przyjemność też.
Piszę, więc jestem
Drodzy państwo, jest temat! Piszemy o modzie! Wspaniałe jest takie hobby, albo nawet praca, co nie? Co tak! Na dodatek nobilitujące, bo przecież nie zajmujemy się zalewaniem Internetu tysiącem niemal identycznych zdjęć, niczym te szafiarki z piekła rodem, ale p-i-s-z-e-m-y! Narodzie – znaj różnicę. I szanuj! Pisanie jest takie mądre. A pisanie o modzie jest samą przyjemnością. Po pierwsze to są „tylko ubrania” – temat lekki i niezobowiązujący. A po drugie – niezależnie od okoliczności, nastrój jest nieustannie imprezowy – czy to pokaz, prezentacja, czy jakaś inna wariacja tych wydarzeń. Sam proces pisania? Raptem 10 minutek przy klawiaturze, z czego połowa zostaje przeznaczona na aktywności rozpięte między pudlem a facebookiem. I mam tekścik. Później to już tylko duma, chwała i obowiązkowe narzekanie na minusowe IQ szafiarek.
Wyssij mnie
Dlaczego nie czytam publikacji na temat łódzkiego Fashion Weeku? Powodów jest kilka, ale wszystkie opierają się na jednej filozofii minimalizowania stresu i niepotrzebnych nerwów. Mordowanie moich wniosków to już standard. Sam się o to proszę – udostępniam przecież dwie ogromne publikacje, które stają się prawdziwym eldorado dla każdego portalowego, lub blogowego twórcy, który cierpi na brak weny. Prosto-cepowaty fakt – swoje teksty i charakterystyczny sposób pisania znam najlepiej, więc najłatwiej jest mi wyśledzić wszelkie możliwe zapożyczenia. Co nie zmienia faktu, że nie tylko ja jestem w tej sytuacji „pokrzywdzony”.
A zresztą – pal licho pokrzywdzenie. Jeśli ktoś jest całkowicie pozbawiony dumy i ambicji – niech sobie zrzyna. Problem pojawia się jednak w sytuacji, w której wnioski jednego autora zostają zmieszane i skonfrontowane z laickim sposobem pisania, opartym głównie na ssaniu palca i myśleniu „to bym sobie założył, a tego bym sobie nie założył”. Przypadkowe kompilacje wytartych i przegadanych refleksji, silenie się na niezrozumiałe dowcipy, przekłamywanie rzeczywistości i wyrażanie cudzych osądów nie umiera jednak w szarych zakamarkach internetu. Pojawia się za to w nieoczekiwanych miejscach. Często promują je sami projektanci, dla których najważniejszym (a bywa, że jedynym) czynnikiem, jest pozytywny wydźwięk tekstu. Co z tego, że kolekcja autorstwa xzx, była stuprocentowo skórzana? Nawet jeśli tekst yxy opiewa koronki i żakardy, to projektant i tak go zamieści. W końcu yxy napisał, że mało zawału serca nie dostał, od nadmiaru piękna w tej kolekcji, a wymyślone koronki i wyimaginowane żakardy są godne światowych wybiegów. Właściwie to cała ta kolekcja, łącznie z osobą projektanta, jego kotem i bielizną, jest absolutnym „musthavem” najbliższej dekady. No i jak tu nie docenić takiego zaangażowania?
Jak nie laurka, to bzdurka. Ewentualnie kopie innych publikacji, albo kalki informacji prasowych, pod którymi „pseudo autorzy” bez żadnych oporów podpisują się własnymi nazwiskami. Dlatego dziękuję, nie czytam. Bezimienne, smutne teksty, wyprane z wszelkich pozytywnych aspektów – zaczynając od wiedzy, idąc przez doświadczenie czy intuicję, a kończąc na humorze, wprawiają mnie w stan przygnębienia. Pusto, smutno, wokół nie ma niczego poza niesmacznym beknięciem, które echem odbija się od internetowych ścian. Jednak tym razem złamałem regułę – moja nadaktywna czytelniczka, z zacięciem internetowego detektywa, podesłała mi wpis, który zamiast rąk, nóg i głowy, miał same lepkie macki. Dość powiedzieć, że był pisany jednocześnie przez kobietę i mężczyznę, a chwilami w liczbie mnogiej. Zaprzągłem więc Google do roboty, żeby sprawdzić, cóż takiego się dzieje w internetach chwilę po Fashion Weeku. Najpierw padł na mnie blady strach, potem żal, że zacząłem się wgłębiać w ten temat, aż w końcu pomyślałem, że to jednak bardzo interesujący materiał na tekst. Zapraszam więc do mojego wyjątkowo subiektywnego, niesprawiedliwego, złośliwego i komediowo-depresyjnego raportu. W wielkim skrócie – jakie informacje osoba niezorientowana w temacie polskiej mody, może znaleźć w internecie przy pomocy haseł związanych z FashionPhilosophy Fashion Week Poland.










