Dziś zacznę od mocnego stwierdzenia. Jeżeli nie wiecie, kim jest Joanna Klimas i nie macie pojęcia o jej roli w budowaniu współczesnej polskiej mody to znaczy, że coś bardzo istotnego umknęło wam w życiu. Nie sztuką jest wzdychać do zagranicznych pokazów i wielkich marek. Nie jest też wielkim wysiłkiem rozpatrywanie mody na najniższym z możliwych pułapów – to mi się podoba, bo to bym założył/a – casus żywcem przeniesiony ze świata sztuki, z tą tylko różnicą, że przysłowiową ścianę zamieniamy na ciało. Kiedy słyszę, że ktoś interesuje się modą, a jednocześnie nie jest świadomy naszej lokalnej „tożsamości modowej”, to zaczynam wątpić w takie deklaracje. Nie będę dzisiaj tłumaczyć, kim jest Jerzy Antkowiak, Beata Jarmołowska, Bernard Hanaoka albo Bea Szenfeld (która swoją drogą ubierała na przykład Bjork), lub czym była Moda Polska, Dom Mody Telimena albo Hoffland. Wydaje mi się, że są to informacje podstawowe (obowiązkowe!) dla każdej osoby, która twierdzi, że „moda to coś więcej niż ubrania”. Brak wiedzy i zaplecza historycznego skutkuje tylko i wyłącznie smutnymi frustracjami. Porównywanie mody zagranicznej i polskiej bez żadnego tła i szerszego kontekstu staje się bezcelowe – to tak, jakby porównywać hodowlane róże i stokrotki, które wyrosły na ugorze. Owszem, te pierwsze są piękne, ale powinno się też docenić drugie. A jeżeli nawet nie docenić to przynajmniej mieć świadomość, czemu wyglądają właśnie tak, a nie inaczej. Skąd ta agresywna dygresja (dygresyjna agresja?) na samym wstępie? Wyjaśnię to pod koniec dzisiejszej recenzji.
Przyznam, że mam ciężki orzech do zgryzienia. Joanna Klimas jest projektantką, która w latach ’90 w pewien sposób zrewolucjonizowała podejście Polek do mody. Wprowadziła pojęcie minimalizmu i skromnej elegancji. Na nowo uświadamiała kobietom, że dobry krój i świetnej jakości materiały powinny być podstawą każdego ubrania i wyznacznikiem stylu. Ja w tym czasie siedziałem w piaskownicy i bawiłem się w berka. I jak tu recenzować kolekcje kreatorki z tak kolosalnym doświadczeniem i takimi dokonaniami? Wychodzę jednak z założenia, że raz podjętej rękawicy nie wypada odrzucić, więc nieśmiało spróbuję. Mam nadzieję, że się uda!



















