(Tu było zdjęcie Ewy, ale Ewa uznała, że lepiej żeby go nie było, więc teraz jest zdjęcie lasu. Pytanie – co jest na końcu ścieżki?)
Dziś zapraszam was do przeczytania dość specyficznego wpisu. Postaram się, żeby był możliwie jak najbardziej zwięzły i treściwy. Można nawet użyć określenia „suchy”. Bez podśmiewania się. Bez moich nabudowanych i skomplikowanych zdań i żartów. Bez złośliwości i uszczypliwości. Ale zanim przejdziemy do meritum, czyli przebiegu obrad Rady Programowej FW, chciałbym napisać kilka słów wyjaśnienia.
Kiedy zaczynałem pracę nad blogiem, postanowiłem stworzyć miejsce w internecie do którego sam bym chętnie zaglądał. Zbudować projekt, który zaoferuje czytelnikowi inne podejście do tematu mody. W polskich portalach i blogach przeważa mdła papka. O modzie pisze się najczęściej dobrze albo nijako. Zero ironii, dystansu, satyry czy polemiki. Co stoi na przeszkodzie, żeby tak lekki temat jak ciuchy potraktować jednocześnie poważnie, jak i z dystansem? Nie oszukujmy się, chociaż moda jest rozległą dziedziną, to jednak w swojej istocie sprowadza się do relacji między ciałem człowieka a jego odzieniem. Moi znajomi i przyjaciele wiedzą, że uwielbiam żartować i jeszcze bardziej lubię rozbawiać innych. A że moda stała się również moją pracą, chciałem żeby blog pokazywał moje postrzeganie zarówno świata jak i tego konkretnego tematu. W ten sposób rozwijał się właśnie Fashion Magazine Blog, a teraz Freestyle Voguing. Blog wzbudził na równi mieszane uczucia, jak i zainteresowanie. Działając na pograniczu kontrowersji, zyskałem grono czytelników, lubiących satyryczne i treściwe podejście. Co ciekawe moje założenia odnośnie grupy docelowej całkowicie rozminęły się z rzeczywistością. Chciałem dotrzeć do „zwykłego” czytelnika, a przez przypadek stworzyłem bloga, który można określić jako dość „insiderski” . Totalny paradoks, bo mało osób pracujących w szeroko pojętej branży modowej przyznaje się oficjalnie, że mnie czyta. Ale szeptanina po kątach nie ma końca. Po każdym tekście dostaję maile od dziennikarzy, stylistów a nawet od projektantów, którzy dziękują za szczere ujęcie tematu. Jednocześnie przyznają, że oficjalnie mnie pochwalić nie mogą. Bo relacje zawodowe, bo kontakty, bo inne rzeczy, które postanowiłem wsadzić głęboko do kieszeni. Zastanawiający jest fakt, że wiele osób z branży ma bardzo złe zdanie o moich publikacjach. Niektórzy twierdzą, że moda nie jest tematem, który może podlegać krytyce, inni mówią, że powinno się pisać albo dobrze albo wcale. W takich sytuacjach zastanawiam się, czemu wobec tego czytają moje teksty? Choć internet jest wielki i każdy znajdzie w nim coś dla siebie, to świat jest najwyraźniej pełen masochistów. Ten wstęp prowadzi do jednego wniosku. Ciężką pracą i regularnymi publikacjami doprowadziłem do sytuacji, w której zaproszono mnie do rady programowej sceny OFF Polskiego Fashion Weeku. I dziś zrobię dokładnie to samo co zawsze. Czyli przedstawię sytuację widzianą moimi oczami…













