Napisane przez: futrzak | 31 Grudzień 2016

Sylwester

A my Nowy Rok świętować będziemy tu:

img_0988

img_0990

Rozwiązanie bardzo przyjemne – chłodna bryza po dniu z odczuwalną temperaturą powyżej czterdziestu.
Nie trzeba wywalać kasy na jakieś ubrania, buty, kluby i inne pierdoletki. Tanio, przyjemnie i pod chmurką oraz zapewniony darmowy pokaz fajerwerków :)

Jeszcze jedna zaleta Montevideo w porównaniu z Buenos – w tym ostatnim trzebaby siedzieć przez cały czas pod klimą w pomieszczeniu – inaczej się nie da, bo temperatury w środku betonowej dżungli zwalają z nóg, nawet w nocy (bo mury wypromieniowują ciepło zgromadzone za dnia i nie ma chłodnej bryzy).

A kto zgadnie co jest na poniższym zdjęciu?

img_0997

Napisane przez: futrzak | 30 Grudzień 2016

Bajka o kredycie hipotecznym w Polsce

Bingo.

tak sobie zarzuciłam na fejsie pytanie o to ile Polaków w ogóle wie, że w Polsce nie ma kredytów hipotecznych*.

Garstka. Nawet wśród tych już zakredytowanych. Nawet wśród bąbla moich znajomych – a są to ludzie dobrze wykształceni, zdecydowanie wyżej na drabinie społecznej. Ewentualnie ktoś odpowie „u nas inaczej się definiuje kredyt hipoteczny”.

Cool. Oto jest sedno tego, o czym pisałam w poprzedniej notce: niezdolność do wyciągania wniosków z wbitych do łba na sztywno informacji.
No ale ojej, znamy wszystkie stolice państw europejskich! Znamy wzór na pole ostroboka oraz początek Pana Tadeusza! Yaaay! Jesteśmy wykształceny!

Albo inaczej:
ludzie szerują na codzien stosy memów o tym, jaka to jest wielka dziura w budżecie Polski. Jak to na nic nie ma pieniędzy, jak to OFE likwidowany bo nie ma kasy, jak to ZUS już niedługo zbankrutuje. Żalą się, jaki to gówniany kraj, że na starość nie będą mieć żadnej emerytury, a jeśli, to głodową.
Dzisięć minut później argumentują, że wolą wziąć kredyt „hipoteczny” bo to się bardziej opłaca: raty są przecież prawie takie same jak miesięczny czynsz, a jak skończą spłacać ten kredyt za 30 lat, to przynajmniej będą mieli własne mieszkanie.

Nasuwa się pytanie: czy wiedzieli co podpisywali? Czy rozumieją, od czego zależy rata ich kredytu? Najwyraźniej nie, skoro z jednej strony trąbią o tym, jak to budżet kraju zbankrutuje (w perspektywnie 30-to letniej to bardzo prawdopodobne), a z drugiej liczą na to, że sytuacja finansowa kraju, w którym zaciągneli kredyt, nie będzie miała wpływu na wysokość stóp procentowych oraz dodatkowych opłat i zabezpieczeń wymaganych przez bank.

Tak się kończy wbijanie do łba „wiedzy” bez zrozumienia: kończy się niemożnością dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy zdarzeniami. Bo jak to inaczej określić, skoro człowiek jest w stanie wyrecytować regułkę „co to jest zmienna stopa oprocentowania kredytu” a nie widzi, że stan finansów państwa (i parę innych rzeczy) ma na nią wpływ???

Zero, kompletne zero kojarzenia i wyciągania wniosków. Ale hej, wiemy, jakie państwa graniczą z Francją, to nam bardzo potrzebne do rozmów towarzyskich! Machniemy se nóżką i od tego będzie dobrobyt! Lalala! Czyż to nie piękne, do jakiego stopnia można mieć wyprany mózg?

* – kredyt hipoteczny to kredyt zaciągany pod zastaw nieruchomości. W momencie zaprzestania spłaty rat odpowiadamy przed bankiem tylko nieruchomością, niczym więcej. W Polsce odpowiada się całym majątkiem, więc nie jest to kredyt hipoteczny, ale kredyt konsumencki udzielany pod zastaw nieruchomości oraz innych dóbr [w razie bowiem spadku cen na rynku nieruchomości bank może zarządać dodatkowego zabezpieczenia w trybie natychmiastowym].

Napisane przez: futrzak | 28 Grudzień 2016

Wojna o gówno

…. a dokładnie o ptasie guano.
Serio.

Wojna miała miejsce między Chile, Peru i Boliwią. Szło o małe wysepki u wybrzeży Am Pd, okupowane przez wszelakiej maści ptaszyska, które srały tam na potęgę. No i właśnie to guano, w czasach przed nawozami syntetycznymi, było pracowicie zbierane na masową skalę a następnie eksportowane do…Europy!

Tak jest. Na guanie, oraz związkach azotowych wydobywanych na pustyniach wyrosło prosperity chilijskie. Potem jednak przyszły czasy wynalazku syntezy amoniaku na skalę przemysłową i gówno stało się znów tylko gównem…

No, ale o takich rzeczach nie uczą w szkole: że wojny zwykle wybuchają z przyczyn ekonomicznych. Karmi się za to dzieciaki opowiastkami o tym, jak to zastrzelono jakiegoś księcia i to był początek wojny. Potem dorosłe już dzieci z łatwościa łykają pierdolety pt. „musimy podjąć działania zbrojne w Iraku bo okropny dyktator ma broń masowego rażenia i nie zawaha się jej użyć przeciwko nam”.
Oczywiście dziś „każdy wie” że „chodzi o ropę” itp. Tylko, że ta wiedza jest powtarzana na zasadzie prawdy objawionej, bez zrozumienia mechanizmów, co ładnie wychodzi przy okazji następnej wojny i innych spraw, w których obywatele znowu dają się oszukać jak dzieci. Na przykład: nowoczesne społeczeństwa „żyją z usług” a „budowanie przemysłu” to jest jakiś przeżytek z czasów komuny.
No i ciesza się ludzie, jak przybywa salonów piękności, fryzjerskich, spa, sklepów meblarskich, banków, montowni i cukierni. Wydaje im się, że to właśnie najlepszy dowód na „rozwój ekonomiczny”. PKB rośnie, cieszmy się!
A potem się okazuje, że kończy się kredyt, wielki kapitał zabiera swoje pieniądze gdzie indziej i z kraju zostaje wydmuszka, a ekonomia imploduje. Ludzie nie widzą związku między jednym a drugim. Wyciągają palce w stronę krajów surowcowych i tłumaczą sobie, że „jakbyśmy my mieli ropę, to też bylibyśmy bogaci”. Serio? Gdzie są dzis kraje, które swój budżet oparły o surowce i nic więcej – gdzie są w dobie spadku popytu na te surowce?

Napisane przez: futrzak | 27 Grudzień 2016

Z serii dialogi na cztery nogi

– Patrząc na zachowania kobiet uważam, że mają swój sens. Taki shopping jest lepszy, niż psychoterapia. Płacisz tyle samo za sesję, a przynajmniej masz buty i płaszcz.

– Ja musze przyznac nigdy tego nie rozumialam. Shopping wywoluje we mnie rekacje dokladnie odwrotna: stres i wkurw. Nigdy bowiem nie zdarza sie tak, ze ide do sklepu i dostaję dokladnie to, co chcę. Kompletna strata czasu, ktoryby mozna spędzic znacznie przyjemniej np. siedzac w knajpie z przyjaciolmi…

– Tajemnica shoppingu polega na tym, że kupuje się to, czego się nie potrzebuje 😂 wtedy wszystko się podoba i nie ma stresu, że nie znalazło się ładnych butów, bo w ręce wpadły idealne gacie 😂

– Ale wlasnie wtedy jest stres, bo ja nie lubię miec rzeczy, ktorych nie potrzebuję, a do tego dochodzi stracony czas.

I w ten sposob dowiedziałam się, że nie jestem kobietą :)

Napisane przez: futrzak | 25 Grudzień 2016

..A dziś było tak…

Do tego, żeby robić interesujące zdjęcia, nie trzeba super-hiper upasionego aparatu. Wystarczy fenomenalna natura oraz… srajfon.
Poniższe zdjęcia bowiem wszystkie zostały zrobione telefonem. Oczywiście, rozdzielczość mają, jaką mają, bo z g* się bicza nie ukręci (czyt: nie nadawałyby sie absolutnie do druku).

Poniższe dwa to są te same ujęcia, pierwsze zrobione z opcją HDR włączoną, a drugie normalnie. Efekt mhhocznych chmur można osiągnąc wycelowując fokus (środek) dokładnie w jaśniejszą część kompozycji. Aparat w telefonie jest full automatic, ale sami zobaczcie, jak zmienia się ilość światla na matrycy kiedy wycelujecie fokus w różnie oświetlone części zdjęcia..

img_0950

img_0951

To poniżej to też HDR. Bez niego nie byłoby w ogóle widać szczegółów ciemniejszych obiektów.

img_0956

A tu bez HDR no i obiektyw skierowany w górę. Nie widac chodnika i żadnych detali, za to chmury są fajne :)

img_0961

Tez HDR. Udało mi się osiągnąć efekt jakby lekkiego zamglenia, zdaje się że uświniony obiektyw miał w tym swój udział :)

img_0974

A tu już full drama zachodu słońca. Chmury faktycznie tak wyglądały, wystarczylo na nie skierować tylefonik :)

img_0981

img_0982

To samo miejsce, różnica ledwie kilku kroków i… kilku minut :)

img_0983

A potem musiałam spieprzać stamtąd, albowiem było po burzy, parówka i ilość komarów i innych żrących bandytów przekroczyła już moje granice tolerancji :)

Napisane przez: futrzak | 24 Grudzień 2016

Jak spędzić Wigilię….

A tymczasem u nas jest tak:

img_0286

Jeszcze ciut gorąco, jeszcze 30 stopni, ale po południu ma się ochłodzić. W ramach popasu będzie słoik marynowanych śledzi marki Bismarck, importowany z Niemiec, a kupiony za cenę słoika złota. Będzie stek z cielęciny oraz serek kozi z żurawiną. I Cydr, i Medio-y-Medio a nawet – vino tinto TANNAT espumante. Mam nadzieję, ze nie zejdziemy od tego wynalazku. A koło północy spacer na plażę i oglądanie fajerwerków – bo tak Urugwajczycy świętują Boże Narodzenie. Potem idą na boliche czyli potupanko do samego rana :) Feliz Navidad :)

Napisane przez: futrzak | 23 Grudzień 2016

Homilia świąteczna

Tolerancja w tradycyjnej rodzinie w czasie świąt osobliwie ma zawsze działać w jedną tylko stronę: Ty masz tolerować obleśne, chamskie i rasistowskie odzywki cioć, wujków i kuzynów, czasem rodzicielów – ale żeby oni na te kilka dni powstrzymali się od owych odzywek, to nie. Słowem: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.

Napisane przez: futrzak | 22 Grudzień 2016

Urzędnicza trauma

Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że kochana ojczyzna zafundowała mi niezłą traumę, która idzie za mną przez życie.

Za każdym razem gdy muszę iść do jakiegos urzędu załatwiać jakąś sprawę, potwornie się stresuję i uprawiam okrutną prokrastynację.
Dopiero niedawno zadałam sobie trud przeanalizowania tego i wyszło że… właśnie. Że trauma wzięła się z obcowania z urzędami publicznymi w Polsce.
Zawsze było tak, że załatwienie najprostszej pierdoły urastało do rangi drogi przez mękę. Bo stos idiotycznych wymagań. Bo urzędu jeszcze nie otworzyli, albo już zamknęli, albo nikt nic nie wie i odsyła na drugie piętro, a z drugiego na pierwsze, i tak w kółko. Bo baba albo chłop patrzą na ciebie jak intruza, podnoszą głos, mają pretensje i w ogole „jak śmie nam ktoś spokój zakłócać”.
Pamiętam do dziś jazdy z płaceniem podatku w Polsce, gdzie nie sposób było uzyskać prostego potwierdzenia: czy w przypadku moim powinnam wypełnić pieprzony kwestionariusz tak, czy może inaczej. Albo wysyłanie: co z tego, że mam kwita z poczty, że wysłałam, skoro jeśli zeznanie nie doszło na czas, to defaultowo uznaje się, że chciałam panstwo polskie okraść, dopieprza się kary, a dopiero potem muszę się wykłócać i udowadniać, że ja wysłałam o czasie i nie moja wina, że poczta nie dostarczyła???

Albo uzyskanie zaświadczenia o niekaralności. Można zrobić zdalnie, a jakże, ale w tym celu najpierw należy wystawic pełnomocnictwo, z podpisem odręcznym, numerem pesela etc. Potem osoba trzecia musi pójść do urzędu (tutaj sądu okręgowego), ZLOZYC PODANIE pszę państwa oraz uiścić opłatę skarbową. Ta ostatnia w niektórych urzędach bywa uciążliwa, no bo kto powiedział, że ma to być w tym samym miejscu, co urząd gdzie składa się podanie??? Oczywiście, że jest w innym. A potem jak się już ten papier uzyska, to jeszcze trzeba do niego apostilę. A tę wydają tylko w jednym urzędzie w Warszawie (MSZ), oczywiście też za opłatą. I też w innym miejscu.

Albo weźmy akt urodzenia. Nie może być tak, że dostanę ten cholerny odpis raz, porobię sobie kopie, a potem będę tylko kopie dawać – O NIE. Akt urodzenia polski psze państwa ma określony czas ważności (bodajże 3 miesiące) i jak jest potrzebny znowu, to trzeba znowu dymać do urzędu i znowu płacić opłatę skarbową kolejną. Bo rzecz jasna po 3 miesiącach może się okazać, że nam sie dane urodzenia zmieniły i już są nieważne, prawdaż? I trzeba od nowa je robic!

I tak kurwa w tym kraju jest ze wszystkim. O obowiązku meldunkowym zmilczę, bo znowu trzęsionki dostanę. Dość wspomnieć ze niby 3 dekady od upadku komuny mineło, a jakoś żadna waaadza „wolnej Polski” nie uznała za słuszne znieść tego artefaktu z czasów PRLu.
O procedurze odnawiania paszportu i dlaczego nie mogę go mieć z powodu absurdalnych przepisow też już pisalam.

Co bardziej kumaci polscy prawnicy twierdzą, że cały system obsługi obywateli został stworzony na obraz i podobieństwo sowieckiego (juz po wojnie) i że jego celem było pokazanie obywatelowi, że on jest nikim. I tak już zostało, żadne rządy nie podjęły się zreformować tego sowieckiego kuriozum – co najwyżej niektóre gminy na tyle, na ile mogły, poułatwiały obywatelom gdzieniegdzie zycie…

Napisane przez: futrzak | 20 Grudzień 2016

W jaki sposób Trump wygrał wybory

Poniższy tekst jest nieautoryzowanym tłumaczeniem artykułu z Das Magazin.
Tłumaczenie: Paweł Wesołowski.
Dodatkowe materiały:
* prezentacja firmy Cambridge Analytica
* wywiad z Michałem Kosińskim.

Ponieważ temat jest bardzo ważny, a zarazem jakoś raczej przemilczany w polskich mediach, uprasza się o linkowanie i rozpowszechnianie :)

**********************************************************************************

Ja tylko pokazałem, że bomba istnieje.

Psycholog Michał Kosiński opracował metodę drobiazgowej analizy ludzi na podstawie ich zachowań na Facebooku i w ten sposób pomógł Donaldowi Trumpowi w zwycięstwie.

Das Magazin N°48 – 3. Dezember 2016

9 listopada około godziny 8:30 rano Michał Kosiński budzi się w Hotelu Zurich Sunnehus. 34-letni naukowiec przybył na wykład do centrum ryzyka ETH (Politechnika Federalna w Zurychu), na sesję o zagrożeniach ze strony Big Data i ze strony tak zwanej rewolucji cyfrowej. Takie wykłady Kosiński wygłasza wszędzie na świecie. Jest on wiodącym ekspertem w dziedzinie psychometrii, napędzanej danymi gałęzi psychologii. Kiedy rano włącza telewizor, widzi, że bomba wybuchła: W przeciwieństwie do prognoz ze wszystkich wiodących sondaży, Donald J. Trump został wybrany.

Kosiński przez długi czas obserwuje uroczystości z okazji zwycięstwa Trumpa oraz wyniki wyborów z poszczególnych stanów. Domyśla się, że wynik może mieć coś wspólnego z jego badaniami. Następnie bierze głęboki oddech i wyłącza telewizor.

Tego samego dnia pewna dotychczas prawie nieznana brytyjska firma z siedzibą w Londynie wysyła komunikat prasowy: „ Jesteśmy zadowoleni, że nasze rewolucyjne podejście do komunikacji opartej na danych uczyniło fundamentalny wkład do zwycięstwa Donalda Trumpa” cytując Alexandra Jamesa Ashburnera Nixa. Nix jest brytyjczykim, czterdziestojednolatkiem i CEO firmy Cambridge Analytica. Zawsze pojawia się w garniturze skrojonym na miarę, markowych okularach i ma starannie zaczesane, lekko falujące blond włosy.

Zamyślony Kosiński, zadbany Nix, szeroko się uśmiechający Trump – jeden umożliwił cyfrową rewolucję, drugi ją przeprowadził, a trzeci odniósł z niej korzyści.

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 18 Grudzień 2016

A to Polska właśnie…

Koleżanka wróciła właśnie z Niemiec po rocznym pobycie, jedne z jej pierwszych wrażeń po dniu spędzonym w Warszawie:

Przechodzę na ZIELONYM świetle przez jedno skrzyżowanie.
Trzy samochody przejechały mi przed nosem, kiedy byłam na pasach, z czego dwa omal się o mnie otarły, tak strasznie nie mogły odczekać tych 5 sekund, aż zejdę z przejścia.
Nie wiem, jak to skomentować.

Sądząc z komentarzy pod jej postem, to sytuacja nader częsta. Osobliwie zaś, gdyby została śmiertelnie potrącona, a nie było żadnego nagrania z kamerki samochodowej bądz przemysłowej, pewnie znów przyczyną byłby „pieszy który niespodziewanie wtargnął na jezdnię”.

Wiecie, ja po prostu nie rozumiem. Przecież przepisy są jasne, wiadomo dlaczego są takie; są one właściwie takie same na całym świecie. Kierowca zdający egzamin w Polsce doskonale O TYM WIE. Jak to się to k* nędzy dzieje, że już po zdaniu owego egzaminu zaczyna się zachowywać jeden z drugim jak skończony, bezmyślny i bez krzty odpowiedzialności kretyn? Co myśli człowiek, który wjeżdza na skrzyżowanie na SWOIM czerwonym świetle, potrąca pieszego idącego na zielonym???? CO KURWA TAKI PAJAC MYSLI???

Może mi to któs wytłumaczyć?

Napisane przez: futrzak | 17 Grudzień 2016

O organizacji Urugwajczyków…

Dziś jest oficjalne party basenowe tj. christmasowe firmy, w której pracuję. Urugwajskiej. Nauczona doświadczeniami z zeszłego rokustwierdziłam, że daruję sobie.
I dobrze.

Wyjazd miał być wynajętym, zbiorczym autobusem o 10.30 rano spod dworca Tres Cruces w Montevideo – jako ze wynajęte miejsce to kompleks wypoczynkowo-basenowy jakieś kilkadziesiąt kilometrów od Montevideo.

Zerkam ci ja na WhatsAppa za kwadrans południe i cóż widzę? Ludzie pytają się, skąd właściwie dokładnie ten autobus odjeżdza, bo nie mogą znależć…a to wszystko dodajmy w temperaturce 34 stopnie, bo dzień nad wyraz upalny.

Matko, jak to dobrze, że nie przyszło mi nawet do glowy jechać..

Oraz, zdecydowanie preferuję klasyczne party tj. zarezerwowanie restauracji przez firmę na zbiorczy obiad. Mecze na wyjeździe tj. „wyjazdy wypoczynkowe” preferuje organizować zdecydowanie we własnym zakresie i w starannie dobranym towarzystwie…

PS:
Jednak wiara w organizację Urugwajczyków przywrócona. Zaraz po tym jak opublikowałam ten wpis zrobiło się zwarcie w gniazdku i wielkie puuuufffff prundu (gniazdko se szwankowało juz od jakiegos czasu). Chłop gniazdko rozkręcił, ale okazało sie ze jest gdzies przebicie no i nie dalo sie znowu włączyć wywalonych korkow. Trzeba bylo dzwonić po elektryka. Zadzwonił, elektryk obiecał za godzinę przyjechac. Przyjechal, zrobil co trzeba (bylo jeszcze jedno zabezpieczenie pod drodze…), bardzo kompetentnie naprawił i już. No.
Znaczy można – tylko jakoś nie w firmie w której pracuję…tam jakiekolwiek godziny są rzeczą umowną. Jak ceny w PRLu…

Napisane przez: futrzak | 16 Grudzień 2016

Jak sfinansować elektrownię wiatrową?

Wbrew pozorom to nie jest skomplikowane.
Przykład Urugwaju: mamy państwową firmę energetyczną UTE (notowana na giełdzie). Tworzy ona spółkę zależną i sprzedaje subskrypcje na elektrownię. Wystarczy być obywatelem albo rezydentem Urugwaju, idzie się do kantoru, daje kopię ceduli, wypelnia papiery, wplaca pieniądze, podpisuje i już.

Elektrownia ma kontrakt z UTE na dostawy prądu przez 30 lat po określonej cenie; akcje płacą roczną dywidendę w wysokości ok. 10%. Chętnych najprawdopodobniej będzie więcej niż akcji (biorąc pod uwagę poprzednie subskrypcje na poprzednie elektrownie), ustalono więc limit – na osobę max 2 tys. USD. (w transzy dla małych inwestorów).

Można? Można. Tylko kraj musi mieć rozsądny rząd ze stabilną polityką w temacie energii odnawialnej. Skorzystają wszyscy obywatele.
Tak, nie trzeba mieć mitycznych milionów dolarów na „drogie OZE” jak to usiłują wciskać ludziom do łbów lobbyści biznesu od paliw kopalnych. Zreztą OZE wcale nie są takie drogie – tani urugwajski prąd, na którym UTE zarabia kupę szmalu, jest eksportowany do Argentyny i Brazylii; krajom tym bardziej opłaca się import z Urugwaju niż odpalanie własnych elektrowni węglowych czy gazowych.

A w Polsce usiłuje się reanimować trupa i głosić, żę wunglem przemysł stać będzie i że to najtańsze. Taaaaaaa…..

Napisane przez: futrzak | 13 Grudzień 2016

Jeszcze o kuchni urugwajskiej

Poniższy wpis powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie, temat:
„Dziwne/ciekawe zwyczaje kulinarne w naszych krajach.”

Ta…..
W wypadku Urugwaju to trudny temat, bo ichniejsza kuchnia jest hm… jakby to powiedziec – taka zwykła… Zadnych udziwnien typu żremy owady, pająki, glony, natto czy nawet zwykłe winniczki. Ni ma.
Sposób przyrządzania też standardowy – grill czy parilla – a na niej krowa, krowa i cielak, prosiaczek, krowa krowa…takie wielkie udziwnienia :)

Jednak, po większym zastanowieniu, znajdzie się kilka rzeczy mogących zdziwić Polaka.

Morcilla Dulce
Czyli słodka kaszanka. Robi się ją z krwi, oczywiście, ale nie ma w środku kaszy, są za to orzechy, skórki pomarańczy, rodzynki, w niektórych rodzajach kakao. Żeby utrzymać strukturę stała, dodaje się na ogól skrobi z mandioki (manioku) albo kukurydzianej.
Słodka kaszanka jest jedzona podobnie jak słona – z parilli…. ale całkiem dobrze smakuje też na zimno. Jako deserek :)))

Pizza a la parilla
Pizzę każdy zna, prawda? Ale tutaj ją robią na parilli, czyli grillu…Mają takie specjalne blaszane tace jakby z dziurkami, na to wkładaja ciasto, a potem na górę ładuje się już zgrillowane warzywka i dokłada sera. Smakuje przednio!
Można też dziabnąć pizzę bezpośrednio na grilla, bez tacy, ale wtedy nie może to być kompletnie surowe ciasto, rzecz jasna, bo się na grillu nie utrzyma.

pizza

Chinchulines, tripa gorda
czyli wołowe jelito cienkie z grilla oraz jelito grube z grilla, to ostatnie na ogół faszerowane. Bardzo dobre, chociaż wyglądem nie powalają. Oraz, bardzo trudno je zrobić. Czas i temperatura, jakie są optymalne, to coś niezwykle ulotnego, czego znajomości nabywa sie po latach praktyki, stojąc obok ojca od pędraka i trenując :)

chinchulines

O mate w zasadzie nie będę wspominać, bo to chyba każdy wie. Mate pija się też w Polsce, tyle że nikt nie widzi ludzi z termosikami i naczynkami chodzącymi absolutnie wszędzie – nie wyłączając autobusów. Nie wiem, jak Urugwajczycy to robią, ze mając tylko dwie ręce wchodzą do autobosu z torbą, termosem, materą i jeszcze dadzą radę zapłacić za bilet i nie przewrócić się. Pozostanie to dla mnie tajemnicą wiekuistą…

Co jeszcze ze zwyczajów, które mogą się nam wydać dziwne?

Imprezki
Kiedy jesteśmy zaproszeni na urugwajską imprezkę nie należy się spodziewać, że po przyjściu zastaniemy zastawiony stół i cokolwiek przygotowanego – wręcz przeciwnie. Najpierw przez godzinę albo i dłużej ludzie sie będą schodzić, potem decydować co zakupić, potem część wyruszy na zakupy a nawet jeśli nie, bo wszystko już na miejscu, to przystąpią do robienia żarcia. Generuje to pewien chaos, ale jest jak najbardziej spodziewane.
Zalety są takie, że gospodarze nie muszą sie spinać, organizować, być pod presją czasu ani nic takiego. Jeśli weżmiemy pod uwagę fakt, że większość żarcia i tak będzie robiona na parilli, to w zasadzie jest nawet przyjemne: mięso na grillu sie samo robi, ludzie dookola chodzą i rozmawiają z dryniem w ręku, nikt sie nie stresuje, każdy wyluzowany… czyż nie o to chodzi, gdy idziemy na imprezę?

Śniadania
W zasadzie można powiedzieć, że są nie istniejące, a wiąże się to z bardzo późną porą obiadu/kolacji. Ruch obiadowy w knajpach czy domach zaczyna się kolo godziny 20.00 – 21.00, biesiadują do północy, nie dziwne więc, że właściwie nikt nie jada śniadan, a jesli juz, śniadanie składa sie z mate i krakersików tudzież bizcochos czyli ciastko-ciastowatych stworów, ilość dość miniaturowa. Zamiast mate może też być kawunia z mleczkiem i tościk ewentualnie pan de miga czyli małe trójkąciki waciatego chleba tostowego przetkane szynka, serem i majonezem (to ostatnie niekoniecznie).

Co jeszcze. Ah, zapomniałabym! Absolutnie genialny wynalazek, który przywędrował tu z Brazylii, czyli

Pan de Queso
W tych bułeczkach nie ma mąki z żadnych zbóż, więc dla glutenowców to relwelka. Robi się je – najprostszą wersję – ze skrobi maniokowej, sera i jajka. Są przepyszne! Jeśli ktoś ma zaparcie do pieczenia, to szczerze polecam. Skrobię maniokową można zastąpić skrobią ziemniaczaną, będzie miała ciut inny smak, ale nie aż tak różny. Ja sama nie piekę, bo nie mam piekarnika, ale bez trudu mogę je dostać w jakiejkolwiek piekarni tutaj.

Napisane przez: futrzak | 10 Grudzień 2016

Bajka na dziś


Zawsze opowiadali bajki.
Kiedyś wierzyły w nie dzieci.
Że uboga sierota napotka swego księcia na białym koniu.
Dziś wierzą w nie dorośli.
Że ubogi prekariusz zostanie milionerem.

I tylko cel tych bajek się nie zmienił.
Nie buntuj się przeciw tym co wyżej,
bo masz szansę zostać jednym z nich.
I ludzie wierzą w to aż po grób.

© Wiktor Matlakiewicz.

Napisane przez: futrzak | 8 Grudzień 2016

Metodologia nauk scislych

Dla opornych.

Zawsze wydawala mi sie uhm… dosc oczywista, ale wobec zalewu niezrozumienia, nieporozumień i kolejnych absurdalnych argumentów wysuwanych w dyskusjach, myślę że w wielkim skrócie należy przypomnieć jej podstawy.

1. Tu nie ma miejsca na autorytety. Metoda opiera sie na eksperymencie i powtarzalności jego wyników, a to znaczy ze każda osoba, dysponujaca odpowiednimi narzędziami, eksperyment moze powtorzyć. Jesli mowimy o czymś, ze jest naukowo potwierdzone to mowimy o tym, ze szereg zespołów niezależnych naukowców z całego swiata opisany eksperyment powtorzyło i otrzymalo takie same wyniki.

2. Wyniki jakichkolwiek badań musza byc mierzalne i dobrze opisane. Jeśli ktoś twierdzi, że zjawisko A powoduje efekt B, musi badaniami wykazać kauzalność, a nie tylko korelację (korelacja czyli występowanie dwóch zjawisk w jakimś związku przestrzenno-czasowym: np. z faktu, ze 90% kierowców przed spowodowaniem śmiertelnego wypadku spożywało kiszone ogórki nie wynika jeszcze, że kiszone ogórki powodują śmiertelne wypadki drogowe. Ten błąd metodologiczny występuje nagminnie wśród antyszczepionkowców powołujących się na bazę danych WAERS czyli Vaccine Adverse Event Reporting System).

3. To, że jakiś naukowiec/zespół naukowców użył złej metody, zle dobrał próbki statystyczne, źle opracował wyniki, nie podważa całej metodologii nauk (scientific method). Co najwyżej bardzo źle świadczy o kompetencjach autorów (vide A. Wakefield i twierdzenie, jakoby szczepionki powodowały autyzm).

3. Teoria naukowa nie ma statusu niezmiennej prawdy absolutnej. To jest gorsze lub lepsze wyjaśnienie otaczającej nas rzeczywistości, pewna aproksymacja. Newtonowska mechanika i teoria grawitacji była całkiem dobrym opisem rzeczywistości w skali ludzkiej i jest na codzień używana w bardzo wielu praktycznych zastosowaniach do dziś; teoria względności Einsteina wcale jej nie obaliła – jest po prostu lepszym opisem większej gamy zjawisk, rownież w makroskali wszechświata.

4. Teoria, aby była teorią naukową, musi być potwierdzalna bądź falsyfikowalna. Polega to na tym, że musi się w oparciu o nią dać zaprojektować taki eksperyment, którego wyniki byłyby mierzalne i zarazem rozstrzygające. Im więcej potwierdzeń, tym lepsza teoria.

Rozpatrzmy to na przykładzie homeopatii. Zwolennicy tej „teorii” twierdzą, że stosowanie wysoce rozcieńczonych substancji ma leczyć choroby o symptomach podobnych do tych powstałych w wyniku spożycia tychże substancji. Jak można to zweryfikować? Zrobić double blind eksperyment. Polega on na tym, że grupę osób biorących udział w eksperymencie dzielimy na dwie statystycznie takie same grupy. Jedna grupa dostaje pigułki obojętne (placebo), druga dostaje testowany lek homeopatyczny. Partycypanci nie wiedzą, kto dostał co, nie wiedzą tego też kierujący eksperymentem naukowcy. Po wyznaczonym okresie monitorowania pacjentów i opisania przebiegu/objawów wyniki zostają porównane z listą tego, co komu zaaplikowano. Jeśli skuteczność lekarstwa nie jest większa niż placebo, to znaczy ze nie jest to żadne lekarstwo.
W wypadku „leków” homeopatycznych takich eksperymentów wykonano bardzo dużo i żaden nie potwierdził skuteczności homeopatii.

Napisane przez: futrzak | 7 Grudzień 2016

Obserwacja dotycząca zachowania komarów

Otóż.
Odkąd przeszłam na dietę niskowęglowodanową (a zarazem wysokotłuszczową) zauważyłam, że komary znacznie mniej mnie gryzą, a jak już ugryzą, to mniej/krócej swędzi, mniejszy bąbel i o wiele szybciej znika.

Po grzebnięciu w czeluściach Internetu okazało się, że niektóre ketony działają jako naturalne repelenty.
Znalazłam nawet jakieś badania, które wydają się być w temacie, niestety dostęp do nich jest płatny :-/

Właśnie. To następny temat na wpis – skurwysyństwo pewnych wydawnictw, które za dostęp do publikacji naukowych życzą sobie ciężki szmal mimo tego, że teoretycznie publikacje są rozpowszechniane jako public domain.

Napisane przez: futrzak | 6 Grudzień 2016

Polędwiczka cielęca duszona w boczniakach

Przepis prosty jak konstrukcja cepa, a jaki dobry….

Polędwicę kroimy w cienkie plastry, jak na kotlety, obsmazamy na duzym ogniu z obu stron na oliwie. Dolewamy ciutkę wody, wrzucamy luźno pokrojone boczniaki, dosypujemy tymianku, soli i pieprzu, dorzucamy (aczkolwiek nie jest to niezbędne) skrojona w cienkie paseczki skórkę z szynki (ludzie zwykle to wyrzucają – taka skórka, która zostaje po skrojeniu dużego kawała z szynki peklowanej). Dusimy aż do miękkości, dobrze żeby większość wody odparowała. Po zdjęciu z ognia i lekkim podstudzeniu zabielamy gęstą śmietaną.
Podajemy z gotowanym kalafiorem, którego też podlewamy sosem.

Zdjęcia nie będzie, bo zbyt szybko zostało wszystko zeżarte :)

PS:
Po wrzuceniu przepisu na fejsbuka okazalo się, ze jedna z białostockich restauracji serwuje takie danie, haha. Nie ma to jak znowu wynaleźć koło :)))

Napisane przez: futrzak | 3 Grudzień 2016

Reforma edukacji….

Dyskusja o reformie edukacji. Wypowiadają się nauczyciele.

I ten charakterystyczny motyw, powtarzający się aż do rzygu: wzorów na pamięć trzeba się uczyć! Bo Internetu moze nie byc, bo książki moze nie być, bo bez znajomosci wykutej na pamięć nie będzie dziecko umiało znalezc potrzebnej informacji, bo nie rozwiąże zadania aż….wreszcie koronny argument:
Bo nauka na pamięć, obojętnie czego – wiersza, wzoru czy daty, to jest niezły trening dla mózgu!

Otóż, nie. Nauka na pamieć nie jest dobrym treningiem NICZEGO. Zajmuje tylko czas i połączenia neuronowe, ktore mozna bylo zużyć na coś bardziej pożytecznego. Setki prac z zakresu psychologii poznawczej, neurobiologii, tego jak ludzki mozg funkcjonuje, praca pedagogów – to wszystko, jak krew w piach, bo nadal ciągle są tabuny nauczycieli co to uważają, że nauka na pamięć jest dobrym treningiem. Moze niech jeszcze ktos zaproponuje naukę jezyka obcego poprzez wkuwanie na pamięć zdań, ktorych znaczenia uczeń nie rozumie. To ci dopiero nauka!

PS:
i bardzo proszę w komentarzach o nie powtarzanie bredni jakoby „ludzie wykorzystywali tylko kilka procent swojego mózgu”. Jesli ktos przespał ostatnie dekady rozwoju nauki, to niech chociaz to przeczyta.

Napisane przez: futrzak | 2 Grudzień 2016

Postępy diety

Trzymanie sie diety low-carb przynosi efekty.
Na początku, ze względu na uzależnienie od carbs było trudno, bardzo trudno. Teraz już czuję się normalnie, a nawet bardzo dobrze, mam wystarczająco dużo energii do ćwiczeń (o ile jestem wyspana) i całej reszty. Hiperglikemia zniknęła.

Wazyć co prawda się nie ważę, bo nie mam wagi, ale zmniejszyłam sie o 3 dziurki w pasku oraz ludzie, co mnie 2-3 miesiace nie widzieli mówią „ale schudłaś”. Idzie to wolno, ale nie głodzę sie, nie miotam i nie rzucam.

Najlepsze śniadanie, o ile jestem w domu, to 5 jajek ugotowanych na miękko, z musztardą albo chrzanikiem. Wystarcza na 5-6 godzin. Resztę diety stanowi mięso (podroby tak często, jak się da), warzywa, owoce o niskim glycemic load, zielenina, orzechy. Z tłuszczów to zwierzęce, oliwa, kokos. Dużo serów (ale muszą być sfermentowane – ricotta odpada, puchnę po niej).
Do diety powoli zaczynam dodawać ćwiczenia – ale nie żadne aerobowe ani nic z tych rzeczy, nie. Ćwiczenia na mięsnie. Bo masa mięśniowa wraz z wiekiem zaczyna maleć, a im mniej mięśni, tym wolniejszy metabolizm.

Właśnie. Tutaj wypada obalić następny mit odchudzania: cwiczenia do upadlego, bo „wiadomo” im więcej się spali, tym więcej się schudnie. Otoz tak, schudnie się, ale to będzie utrata innych tkanek:

If someone says, ‘I lost four pounds this week!’ Well, your body can only metabolize, or energize, about two pounds of fat per week maximum, so the other two pounds have to come from some other tissue,” he said. “And people say, ‘Well, it’s just water weight!’ And that’s partly true — it is water, because water is stored in muscle. Muscle is about 77 percent water. Fat is only 7 percent water.

Czyli: ktos mówi, ze stracił 4 funty (1.8 kg) w ciągu tygodnia. Problem polega jednak na tym, że ciało ludzkie może zmetabolizować maksymalnie w ciągu tygodnia 2 funty tłuszczu, więc pozostałe dwa muszą pochodzić z jakiejś innej tkanki. Ludzie mówią „tak, zeszla woda!” i jest to częściowo prawda – woda, bo woda jest składowana w mięśniach. Mięsień sklada się w ok. 77% z wody. Tłuszcz zawiera tylko 7% wody.

Kiedy zaczynamy intensywnie ćwiczyć (np. biegac, trenowac aerobik, wyczynowa jazde na rowerze etc.) i spalać większą ilość energii niż zwykle, nasz mózg reaguje na to odpowiednio zwiększając hormony sterujące poczuciem głodu oraz obniżając tempo metabolizmu. Do tego dochodzi „wiadoma” wiedza glosząca, ze po ciezkim treningu nalezy zjeść duzo węglowodanów.
To dlatego większość osob znajduje intensywne cwiczenia jako nieskuteczne, bo bez glodzenia ich cialo rekompensuje odpowiednio utrate energii. To jest ścieżka donikąd. Jedyne, co dziala na dluzszą metę to dieta z węglowodanami ograniczonymi do minimum i umiarkowane ćwiczenia mające głownie na celu podtrzymanie masy mięśniowej.

Jak ktos ciekaw wszczegółów, niech przeczyta poniższy
artykuł.

No.
A w ramach bonusu dla Polski zasypanej śniegiem widoczek z pobliskiego placu zabaw, który znajduje się nad samą wodą:

img_0849

img_0850

Napisane przez: futrzak | 30 Listopad 2016

The end!

No więc, technik przyszedł dziś i naprawił. Okazało się, ze gniazdko, do ktorego był podlaczony router na naszym piętrze, zepsuło się. Poniewaz to gniazdko wbudowane w sciane, to tymczasowo zostal przeciagniety przedluzacz z nizszego piętra i w niego wpięty router….pan technik okazal sie byc kumata osobą i jak zobaczyl „instalację” to obiecał zlozyc 2 oferty na jej przebudowe i naprawe. Jedna: z miedzianymi kablami, druga na bezposrednie podłączenie do swiatlowodu routera WiFi w kazdym mieszkaniu. Coz, to drugie pewnie upadnie, ze względu na koszty, ale juz sama wymiana przedwiecznych routerow wiszacych na kablach poskręcanych i posklejanych duct tape powinna wiele pomoc…

No i tak się konczy bajka w temacie jak to mozna miec super-nowoczesna infrastrukturę ze światlowodow, a do mieszkania dochodzi gówno, bo administracja budynku se chciała przyoszczędzic…
Jedna znajoma skomentowała: „czyli wszędzie tak samo”. Ja jej na to, że nie do końca. No bo obejrzalam sobie wczoraj okablowanie budynku w piwnicy. Skrzynka swiatłowodowa z rozdzielnikiem, której to skrzynki wlascicielem jest Antel (panstwowa firma tutejsza) zrobiona bardzo porzadnie. Natomiast to, co poza owa skrzynka – tragedia.

Generalnie jednak jeśli chodzi o backbone Internet, to Urugwaj ma najlepszy w Am Pd. Bo Antel jest panstwowy i realizuje politykę rządu: jak najszybciej dostarczyć strukturę teleinformatyczna dla całego kraju. A w takiej Argentynie, ktora bogatsza i firmy energetyczne i od Internetu sa prywatne, to power outages byly w lecie ciągle (przynajmniej na terenie Buenos Aires, być może wygląda to lepiej w innych częściach kraju) a łącza do Internetu drogie i gówniane.

Z kolei jak mieszkałam w Dolinie Krzemowej (Mountain View, o rzut beretem od Google) to też było gównianie, bo było dwoch monopolistow od kablowki, ktorzy mieli zmowę cenowa i wysrane na klientów. A Comcast i AT&T wszak sławne sa ze swojego supportu, prawdaż. Jak mi ktoś podpieprzył kabel ze skrzynki na zewnatrz (do ktorej nawet nie miałam kluczy przeciez) to najpierw na mnie chcieli zwalić, potem 3 dni czekałam na naprawę. A jak mi bałwany z Comcastu źle router skonfigurowały, to jakbym sobie sama go nie poprawila (z pomocą kumpla), to bym nigdy nie miała działajacego, bo „po ich stronie wszystko ok” i tak sie bujalam 2 tygodnie między jednym supportem a drugim…

No.
Cóż, jeśli kiedyś dorobię się własnej chałupy tutaj, to napewno na terenie, gdzie jest światłowód Antela, i ja ten światłowód będę miała prościutko do mojego kompa :)

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie