niedziela, 16 grudnia 2018

Gotowi na przemoc

Gdy wieść o zabójstwie rozeszła się po budynku, w galerii zapanował chaos. Goście w większości rzucili się ku schodom i uciekli z gmachu, jednak poszczególni uczestnicy wystawy reagowali rozmaicie. Angielski poseł zemdlał. Szlochającego spazmatycznie Juliana Tuwima trzeba było wyprowadzić na zewnątrz. […] General Haller zjawił się zaledwie kilka minut po strzałach i wybrał się na przechadzkę po galerii, jak gdyby nic się nie stało. Kardynał Kakowski, który również przybył spóźniony, gwałtownie zawrócił powóz i pojechał do swej rezydencji, nie wchodząc do budynku ani nie zamieniając z nikim słowa. Premier Nowak zwyczajnie uciekł i nigdzie nie można go było znaleźć. [s. 96]

Tak z grubsza wyglądała sytuacja 16 grudnia 1922 r. w Zachęcie, krótko po zastrzeleniu prezydenta RP Gabriela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego. W książce Gotowi na przemoc Paweł Brykczyński przybliża okoliczności zamachu stanu, główny akcent kładąc na jego przyczyny oraz konsekwencje. Na podstawie artykułów prasowych, wystąpień parlamentarnych, wspomnień, ulotek i raportów policyjnych bada źródła nienawiści i przemocy, które tak gwałtownie dały o sobie znać 96 lat temu.


Brykczyński pisze wprost o kulturze nienawiści szerzonej latami przez narodowych demokratów. Głoszenie haseł o „prawdziwej” polskości i straszenie kryzysem wywołanym przez wrogów narodu skutecznie podsycało antysemickie nastroje, zwłaszcza podczas kampanii wyborczej. Trudno zatem się dziwić, że po zwycięstwie kandydata lewicy i mniejszości narodowych na ulicach Warszawy pojawiły się protesty i demonstracje, doszło do zamieszek i rozlewu krwi. I choć Niewiadomski działał sam, można przyjąć za pewnik, że uległ tej samej psychozie – jego zeznania na procesie sądowym pokrywały się z opiniami skrajnie prawicowych publicystów.

Wyjątkowo przykre wydaje się, że o ile po zamachu endecja odcięła się od sprawcy uznając go za szaleńca, to z czasem ocena ta uległa zmianie. W prasie chętnie przedrukowywano kontrowersyjne wypowiedzi Niewiadomskiego, zaczęto kreować go na bohatera. Stał się obiektem powszechnej fascynacji, która nasiliła się po wykonaniu wyroku śmierci – grób stał się miejscem pielgrzymek, episkopat musiał zakazać odprawiania mszy w intencji zabójcy. Dość powiedzieć, że w nekrologu prasowym przyjaciel Dmowskiego pisał o Niewiadomskim jako człowieku prawym, ideowym i wrażliwym, wzorze silnego charakteru.

Być może nie bezzasadna jest teza autora, że zabójstwo prezydenta Narutowicza na zawsze zmieniło ówczesną politykę: zaprzepaszczono szansę na współpracę ponad podziałami, utorowano natomiast drogę antysemityzmowi, czego skutki odczuwamy nawet dzisiaj. Lektura Gotowych na przemoc nie należy do przyjemnych – podobieństwa do obecnej sytuacji w Polsce nasuwają się mimowolnie i nastrajają pesymistycznie. Po raz kolejny sprawdza się stara prawda, że historia niczego nas nie uczy.

______________________________________________________________________
Paweł Brykczyński Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce
tłum. Paweł Sutowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017


poniedziałek, 10 grudnia 2018

Cena nieważkości

Portret pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, proporce, flagi, ziemia spod Lenino i Warszawy – oto co znalazło się w oficjalnym bagażu Mirosława Hermaszewskiego, pierwszego (i jedynego) polskiego kosmonauty. Do tego rodzinne zdjęcia i pamiątki, pierwsze strony kilku powieści, dwie płyty z polskim hymnem, Manifest komunistyczny, Manifest PKWN i Konstytucja PRL. Wykaz dużo mówi o czasach, w których odbywał się lot statku kosmicznego Sojuz 30, jeszcze więcej mówi o ówczesnej propagandzie.


O udział Polaka w radzieckiej wyprawie w 1978 r. peerelowskie władze zabiegały długo i intensywnie, jako że misja była nadzwyczaj prestiżowa. Chciano pokazać, że Polska liczy się w świecie i jest nowoczesnym państwem socjalistycznym. Zakrojona na szeroką skalę akcja propagandowa miała nie tylko rozbudzić dumę narodową, ale i załagodzić niedobre nastroje w kraju związane z fatalnym zaopatrzeniem w sklepach. Cel w dużej mierze się został osiągnięty: Polacy rzeczywiście żyli lotem Hermaszewskiego, po powrocie na łono ojczyzny pilot stał się prawdziwym celebrytą i obwoźną maskotką.

Tu warto wspomnieć o dwóch promowanych wówczas hasłach. Pierwsze z nich głosiło, że Polacy wnieśli znaczący wkład do światowej nauki, co akurat nie było zbyt twierdzeniem bezpodstawnym. Jak podkreśla cytowany w książce profesor Piotr Wolański, rakieta, dzięki której Rosjanie wysłali w kosmos Sputnika, zawierała w sobie idee Kazimierza Siemienowicza, poleciała dzięki wynalazkom Ignacego Łukasiewicza, Zygmunta Wróblewskiego i Karola Olszewskiego. Grubą przesadą było jednak powtarzanie, jakoby dokonano podboju kosmosu – do dzisiaj kosmonauci latają bardzo blisko Ziemi.

Kortko i Pietraszewski opowiadają historię lotu Sojuza 30 z pasją, dobrze zostały też dobrane fotografie. W rezultacie otrzymujemy nie tylko interesujący obrazek z czasów PRL-u, ale i skróconą historię wyścigu mocarstw o dominację w kosmonautyce. Dla mnie ten reportaż ma dodatkową wartość: skutecznie wyleczył mnie z dziecięcych marzeń o znalezieniu się w stanie nieważkości. Z relacji kosmonautów wynika, że wrażenia są jednak mało przyjemne, bo organizm po prostu wariuje i trudno nad czymkolwiek zapanować. Tak czy owak widoków z góry wciąż zazdroszczę.

__________________________________________________________
Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski Cena nieważkości. Kulisty lotu Polaka w kosmos
Wyd. Agora, Warszawa 2018

środa, 5 grudnia 2018

Czytać

[...] Nie wystarczy czytać. Rzeczą ważniejszą jest - wedle wszystkich ekspertów - czytać ponownie.

I nie tylko książkę, którą pamiętamy jak przez mgłę albo której za pierwszym czytaniem nie zrozumieliśmy w pełni; należy ponownie przeczytać każde zdanie, każdy rzeczownik i czasownik, a także przydawkę, która w książce coś definitywnie określa. Bo czego chce książka? Abyśmy ją zrozumieli. Ale coś takiego następuje powoli, nieomal tak wolno i w sposób tak skomplikowany jak w życiu. Małżonkowie potrzebują niekiedy dziesięcioleci, nim wreszcie jedno zdoła zrozumieć drugie. Książki to także trudni znajomi.


Nie wystarczy czytać zgodnie z katalogiem, modą albo tradycją; instynktownie należy szukać książki, która-właśnie nam - może powiedzieć coś istotnego. Trzeba czytać regularnie, podobnie jak człowiek śpi, je, kocha i oddycha. Książki, jak ludzie, tylko wtedy zdradzą ci swoje sekrety, obdarzą cię zaufaniem, jeśli i ty oddasz im się bez reszty.

Nie lubię czytać książek innych niż te, które są moją własnością. Nie wystarczy mieć w posiadaniu myśl i wiedzę, jaką zawiera książka. Niech zatem książka, która jest ziemską powloką myśli, będzie moją, bezwarunkowo, jak tego domagają się kochankowie.

Sandor Marai, Niebo i ziemia, przeł. Feliks Netz, Czytelnik, Warszawa, 2011, s. 98