niedziela, 16 grudnia 2018

Może ktoś mnie przyjmie do klubu KNOCIKA

Czasu coraz mniej na robótkowanie, chociaż znam osóbki 
w naszym blogowym świecie, które bezustannie coś tam robią i nie jest to odosobniony przypadek. Różne rzeczy jeszcze powstają. Same cudowności. Podziwiam je za upór, cierpliwość i ten czas, który potrafiły sobie jeszcze zorganizować. Trudno. Osobiście tego nie potrafię chyba, choć przyznam, że opanował mnie 
tzw. " Tumiwisizm". Może dlatego jakoś słabo mi idzie. Przepraszam więc wszystkich za moje niegramotne komentarze 
i brak większej aktywności w blogosferze.
Dziś chcę wam pokazać świeczniki jakie zrobiłam już jakiś czas temu. Zakupiłam niegdyś całe pudło drewienek po promocyjnych cenach. Z większości tych świeczników jestem zadowolona 
i większość już zmieniła właścicieli.
Trochę decoupage, ciut szablonów, odrobinka brokatu i lakier na połysk.Sznureczek, guziczek i gotowe. 



Te bardzo proste tez mają swój urok. Kwiatki z tasiemki 
i kropeczki zrobione konturówką. 



Ostatnie pomalowane i odrobinę pocieniowane w różnych odcieniach szarości. Bawełniana koronka, które uwielbiam, drewniany kwiatuszek i sznureczek. 




Et voila! To wszystko na dziś. Pewnie też do świąt już nic nie zrobię. 
Zatem przyjdę do Was jeszcze z życzeniami. Nie przepracujcie się . Czego nie zrobicie przed świętami, zrobicie później.  Pozdrawiam was cieplutko. 

niedziela, 9 grudnia 2018

Skrzatowisko

Mikołajki minęły. W mieście zrobiło się kolorowo i radośnie. 
Na ulicach mnóstwo dekoracji. Jak nigdy w tym roku sporo się podziało w naszym niewielkim mieście. Wypiękniał rynek po rewitalizacji, moja ukochana ulica, najpiękniejsza w mieście, dostała po latach to na co zasłużyła. Teraz jest prawdziwą aleją, pełną kwiatów, krzewów, drzew, a póki co lampek i świątecznych dekoracji. Jest cudnie. 
Jeszcze w październiku wspólnie z mamą zabrałyśmy się za szycie skrzatów, gnomów czy jak je chcecie nazywać. Wspólnie po wielu próbach i eksperymentach stworzyłyśmy pierwszą  czwórkę..
 Miały być dla prawnuków. 




Później miały powstać kolejne. Może troszkę inne. Powstały 31 października. 
 Skrzaciki były w rozsypce. Tu rączki, tam nóżki. Mamcia nie zdążyła już ich poskładać do kupy. 
Chciałam jednak je skończyć, choć ja z maszyną jakoś  nie polubiłyśmy się jeszcze, choć widzę światełko w tunelu.


Kolejny Gnom jest spory. 85 cm wzrostu i 60 dag wagi. 
Z tego jestem podwójnie dumna, bo jest już prawie tylko mój. 
Mamcia pewnie się uśmiecha do niego.




No ale jeszcze nie wszystkie.  Miała być rodzinka. 
Wzór był i chyba nauka nie poszła w las. Usiadłam i uszyłam tym razem całkowicie samodzielnie dwa kolejne skrzaciki. 




Tak to powstała cała rodzinka skrzatów, tak różnych jak różni są obecni ich właściciele.
Część została w rodzinie, część powędrowała w świat. 

 


Muszę Wam powiedzieć,że maszyna wydaje się współpracować ze mną coraz bardziej więc może kiedyś powstaną inne szyjątka?
 Kto wie, kto wie?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i ciepło z deszczowego, pochmurnego Pomorza.


niedziela, 2 grudnia 2018

Mieleński Mikołaj

Zawsze zachwycałam się i podziwiałam haftowane ozdóbki, czy to bożonarodzeniowe, czy to wielkanocne, czy chociażby takie z serii "sweet home". Dostałam nawet takowe serce w prezencie.  Zawsze tylko chciałam, zawsze brakowało czasu, zawsze było cos ważniejszego, zawsze znalazło się jakieś wytłumaczenie, by tylko nie wziąć do ręki igły. Tak dawno tego nie robiłam. Kiedyś jednak był ten pierwszy raz. Zostałam do tego jakby przymuszona, otrzymując "zestaw" startowy do haftu zawierający wszystko co najpotrzebniejsze by rozpocząć zabawę 
z krzyżykami. Przyznam się, że początki były pełne błędów 
i niedokładności, ale z czasem Ania wytłumaczyła i pokazała co 
i jak powinno wyglądać. Dzisiaj zobaczycie w roli głównej Mikołaja, który powstawał jeszcze we wrześniu na Mieleńskiej plaży. 


Byłby zapewne samotny więc powstało jeszcze kilka Mikołajowych serc. 






Przyznam się teraz, że była to praca w kooperacji. 
Moje są hafty Mikołajków, zaś serduszka szyła moja kochana mamunia, bo ja nie polubiłam się z maszyną. Wiem jednak, że podobne serducha powstaną jeszcze i to pewnie z różnych okazji 
i może jednak chociaż trochę dojdziemy z maszyna do porozumienia. Oby.
Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie.




niedziela, 25 listopada 2018

Karteczkowy post i SAL z zegarem

Na dworze szaro, buro i ponuro. W takie dni nie mam właściwie ochoty na nic. Jednak siedzieć i pilotować tv to nie dla mnie więc dzisiaj poczytałam sobie zaległa lekturę i w końcu stwierdziłam, że mogłabym wziąć się za kartki na Anulkową zabawę. Jedną przecież dam radę, a i myśli skieruję na inne tory. Rozłożyłam sobie warsztacik, przytargałam kilka pudeł i ....... oj  .... goście idą. Sobie myślę fajnie, ale znów nic nie zrobię. Macie tak? Z jednej strony radość, że ktoś nas przyszedł odwiedzić, bo to znaczy, że jesteśmy dla tego kogoś dość ważni, ale gdzieś z tyłu głowy..... "nic nie zrobię." Było miło i sympatycznie, jak to u nas w rodzince. Na szczęście zostało mi jeszcze trochę dnia, czy popołudnia i poczyniłam kartki. Nie są najwyższych lotów, ale jedna szczególnie mi się podoba. Zgadnijcie która? 


Na początek kartka w/g wytycznych : róża, nutki, ptaszek.





Trochę poszłam na łatwiznę. Nutki i ptaszek to takie dwa 
w jednym, a róża to baza kartki. 

Kolejna kartka to " Biały, ptaszek, gałązka świerkowa"




Nie muszę pisać gdzie co się znajduje. Widać gołym okiem, że ponownie na łatwiznę poszłam.

Ponieważ tak dobrze i szybko mi szło , zmajstrowałam jeszcze jedna karteczkę według wytycznych: róża, biały, zielony.



Jeszcze tylko kolaż i mam nadzieję, że Ania zaliczy. 

   
Jeszcze jedna sprawa. Jakieś dwa tygodnie temu zapisałam się na SAL( Nie do końca rozumiem co oznacza ten SAL)  z zegarem, który zorganizowała i pięknie zapewne poprowadzi Ania.
 Zasady znajdziecie TUTAJ i jeśli jeśli któraś ma ochotę można jeszcze dołączyć. Zapraszam serdecznie. 
Moje materiały dotarły drogą okrężną, ale najważniejsze że dotarły. Można i tak, przez Rzym na Krym jak powiadają.



Najważniejsze, że mogę rozpoczynać pracę, a czy sobie z nią poradzę to się zobaczy.



Zmieniłam odrobinę odcień użytych we wzorze nici.
Czas start. Dobrze, że jest dużo czasu na wyhaftowanie całości. Może się uda. 
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie . Trzymajcie się ciepło.












piątek, 16 listopada 2018

Miało być w Zaduszki

Ten post miałam opublikować 1 lub 2 listopada w dzień wszystkich świętych lub dzień zaduszny.  Niestety los sprawił, że tak się nie stało. Życie napisało nieoczekiwany scenariusz. Scenariusz, który odizolował mnie od życia blogowego i nie tylko, dość skutecznie. 
Jeszcze w październiku bawiłam się troszeczkę w decu
 i przygotowałam komplet świeczników.  Mają być upominkiem więc pozwolę sobie tym samym na zaliczenie zabawy u Reni. 
Niby nic skomplikowanego, ale jestem z tych świeczników bardzo zadowolona. Czasem przesada w upiększaniu jest zupełnie niepotrzebna. Jak myślicie? Takie proste tez są ładne prawda?




Tak się zachwyciłam nimi, że powstał kolejny komplet. Dla kontrastu w bardzo energetycznym kolorze, bardziej pasującym 
do zbliżających się świat Bożego Narodzenia. 




Ten komplet w bardziej nowoczesnym stylu. 


Nie wiem dlaczego podczas malowania tych świeczników przypomniał mi się wiersz L. Staffa, który prześladował mnie przez kilka dni, a przecież już dawno o nim zapomniałam. W myślach recytowałam go jak niegdyś w szkole. Znacie go wszyscy.  
Dziś myślę, że był to znak. 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło.

niedziela, 28 października 2018

Matematyczne haftowanie

Nasza Ania jest niestrudzona w wymyślaniu nam nowych wyzwań kartkowych. Tym razem w październiku postanowiła uprzykrzyć nam życie matematyką. Haft matematyczny do tej pory był dla mnie czarną magią i tak właściwie to nie miałam pojęcia, 
że takowy istnieje. Podjęłam jednak wyzwanie,  jak wiele z Was 
i powolutku poznawałam cóż to za dzieło. Przy pomocy kursu który przygotowała dla nas Aneta z bloga http://hand-stitchedbyannette.blogspot.com po troszku rozjaśniło mi się 
w głowie i podjęłam próbę na prostym wzorze choinki. 




Przepraszam za zdjęcia. Nic lepszego nie udało mi się zrobić przy tym ciemnym świetle. 
Myślę sobie nie jest najgorzej. Wzięłam się za kolejną kartkę
 i powstała kartka okolicznościowa. Może na walentynki?




Po tej karteczce nabrałam ochoty na więcej i tym razem padło na Wielkanocne jajeczka.




 Ta karteczka bardzo mi się spodobała, ale wciąż było za mało więc jeszcze jedna okolicznościowa kartka.  




Ważka z dmuchawcem. Wbrew pozorom własnie tę kartkę haftowałam najdłużej. 
Może nie jest to to, co chciałabym robić zawsze. Jednak haft matematyczny daje wiele ciekawych możliwości twórczych. 
Warto go zgłębić i warto poznać. Z tego faktu jestem zadowolona. 
Jeszcze tylko banerek do zabawy.....


i oczywiście zapomniany kolejny raz kolaż. Aniu przepraszam.



Ciszę się, że udało mi się zaliczyć kolejny miesiąc zabawy Anulkowej. 
Was serdecznie pozdrawiam, dziękując za miłe komentarze, które zostawiacie.