Przy okazji poprzedniej książki, Wyspa Łza, wiele mówiłaś o zahaczkach. Działały one i teraz, przy Roku Królika?Używam słowa zahaczka, żeby wytłumaczyć związek fikcji z życiem. Moi czytelnicy są bardzo ciekawi, czy to wszystko „zdarzyło się naprawdę”. Rozumiem to pragnienie. Literatura jest przecież niesamowita – tworzymy coś z niczego. Zahaczka do tworzenia postaci to przykładowo ucho dziadka. Dziadek i ucho to realność mojego dzieciństwa. Staruszek siedział na stołku, na wysokości moich oczy było jego wielkie włochate ucho. Zmarł, kiedy byłam mała, prawie nic więcej nie pamiętam. Z tego ucha powstała postać Władka Chmury z Piaskowej Góry – fikcyjny bohater o innej osobowości i losie. Jako młoda dziewczyna znałam chłopaka, który miał szklane oko. Kiedy wypił, lubił je wyjmować, czasem potajemnie wrzucał komuś do szklanki. To było przerażające i ekscytujące. Jego oko dostał inspektor Gerard Hardy z Roku Królika. Pociągają mnie ludzie o sztucznych oczach, nawet jeśli reszta jest zupełnie nieciekawa.Skaza może stać się zahaczką?Bufetowa z Przedwiośnia ma na przykład brwi mojej ciotki. Ciotka rysowała je kopiowym ołówkiem, swoje naturalne brwi zupełnie sobie wyskubała. Zahaczki to często rzeczy cielesne, ale nie tylko. Choinka Dziadka Konkursowego zahaczona jest o szaloną choinkę z East Village w Nowym Jorku. Tsunami, które widziałam w 2011 roku w Japonii, wraca w Roku Królika jako obraz otwierający opowieść mojej bohaterki po zmianie tożsamości. Zahaczką może być też doświadczenie szerzej pojęte. Jakiś wstrząs egzystencjalny. Główna zahaczka w Króliku to potworność. Ludzka i nieludzka, własna i świata.Mówisz „potworność” i to rozumiem, choć najpierw, przyznam szczerze, myślałem, że to książka o przeobrażaniu się. Z czasem miałem coraz więcej wątpliwości. I ostatecznie nie wiem, czy Królik jest bardziej o rozpadzie, czy o zrastaniu się. Ty wiesz?To opowieść o rozpadzie i zrastaniu, czyli o potworności. Długo nie wiedziałam, czemu te słowa: „znikła bez śladu”, tak mnie dręczą, do czego prowadzą. Pojechałam aż na Sri Lankę szukać odpowiedzi w Wyspie Łzie, czyli mojej małej opowieści-teaserze, która tam powstała. Po powrocie coś się wykluwało, ale powoli. Nie tak, uparcie nie tak. Napisałam 100 stron powieści i nadal nie byłam zadowolona. Aż przyszedł ten dzień, dokładnie 9 marca 2015, kiedy przyjechałam na rok do Berlina. Przysunęłam stół do okna w wynajętym dla mnie mieszkaniu, wyrzuciłam te 100 stron do kosza. Co za ulga!Zaczęłaś od nowa?Zaczęłam od nowa. Dotarło do mnie, że od początku lęgła mi się w głowie książka o potworności właśnie, a nie historia, którą zaczęłam pisać rzemieślniczo, czyli z notatkami, rozpisaną fabułą i zawczasu naszkicowanymi bohaterami. Taka praca to dla mnie nuda, namiastka twórczości. Dopiero temat potworności pozwolił mi na alchemię i szaleństwo. Rok Królika opowiada oczywiście pewną historię miłosną i kryminalną – autorka romansów historycznych uwikłana w związek z dwoma mężczyznami znika ze swojego życia, trafia w niesamowite miejsce, grozi jej niebezpieczeństwo, z którego spróbuje się wyzwolić, spotyka na swojej drodze kogoś niezwykłego, przeżywa przemianę. Ale pod spodem zakodowana jest opowieść o potworności. Potworności twórczości jako kanibalizmu i samopożerania się, potworności przemijania jako gnicia, rozpadu ciała, powtórności ludzkich pragnień, potworności komunikacji międzyludzkiej, potworności bycia pękniętym, tęskniącym, niekompletnym podmiotem.Gdy czytałem kolejne akapity, dawałem się wciągać w opowieść, myślałem o sobie i o Tobie – Ciebie opowieść wiąże czy uwalnia?Mocne pytanie. Na pewno każda książka sprawiła, że poszerzyłam granice swojego świata. Zbudowałam sobie język nowego opisu, w coś zwątpiłam, w coś innego bardziej uwierzyłam, czegoś nowego dowiedziałam się o sobie – lepszego czy gorszego. Każda książka dała mi jakieś uczucie uwolnienia, chwilowe, prowizoryczne. Ale zawsze tuż obok jest to ssące uczucie niedosytu, że to jeszcze nie to. Ciągle nie to. I wszystko zaczyna się od nowa.Powiedziałaś kiedyś: „pisanie to jakby jednocześnie latać i robić kotlety mielone”. Czyli że to jednak mozół. Twoja bohaterka stwierdza teraz: „biel kartek kusiła mnie”. Które zdanie jest Ci bliższe?Pewnie dałabym na to pytanie inną odpowiedź, gdybyś zapytał wtedy, kiedy akurat porwał mnie nowy pomysł. Początek pisania nowej rzeczy jest piękny, znów się płynie na fali. Ale jestem tuż po wydaniu Roku Królika, tymczasem nie piszę nic nowego i to, co pamiętam w tej chwili, to główni...