Przed nami 1 sierpnia. O godzinie 17 zawyją syreny, w telewizji i radiu wysłuchamy i obejrzymy programy przypominające nam, co to za dzień i jaką rocznicę wspominamy. W następnych dniach odbędzie się wiele uroczystości poświęconych rocznicy. Będą śpiewane powstańcze piosenki, dzieci na piknikach będą mogły założyć powstańcze hełmy, chętni będą mogli przejść się „powstańczym kanałem” w Muzeum Powstania Warszawskiego. Przedstawiciele państwa, różnych partii politycznych, stowarzyszeń i organizacji wygłoszą mowy, złożą kwiaty i zapalą znicze. Jak co roku rozkręci się jarmarczna atmosfera poklasku dla wydarzenia, które, obok Holokaustu, było największą pojedynczą tragedią w historii Polski.
Nie jest moim zamiarem wyszydzanie, opluwanie, czy przedstawianie Powstania Warszawskiego w fałszywym świetle. W kraju o takiej historii jak nasza pamiętanie o zabitych i poległych w walce jest czymś ważnym. Bez tego nasza teraźniejsza świadomość społeczeństwa byłaby niekompletna i zachwiana.
To, co chciałbym zrobić w moim własnym, małym zakresie, to wygłosić sprzeciw — sprzeciw wobec pustki i niesmaku, jaki wzbudza we mnie sposób przedstawiania Powstania. Sprzeciw wobec gloryfikacji głupoty, jaką ono było i sprzeciw wobec wykorzystywaniu go jako sposobu łechtania swojego ego. Sprzeciw wobec kolorowania historii, by lepiej odpowiadała naszym pragnieniom.