Europa już bez ostatniego wielkiego humanisty

Ostatnie dni i tygodnie obfitowały w wydarzenia. Szalone negocjacje wokół możliwego Brytyjskiego wystąpienia z Unii Europejskiej, powracający z krótkiego urlopu kryzys uchodźczy, stopniowe ale konsekwentne uwalnianie się Polski z pęt liberalizmu i okowów państwa obywatelskiego, coraz silniej iskrzące relacje pomiędzy Turcją a Rosją, kolejne atomowe próby koreańskiego reżimu… Lista jest naprawdę długa. Ale najpoważniejszym wydarzeniem jest, naszym zdaniem, śmierć Umberto Eco, człowieka-instytucji, być może ostatniego wielkiego humanisty Starego Świata.

eco

Umberto Eco zmarł w zeszły piątek w Mediolanie, w wieku 84 lat (dzisiaj odbywa się pogrzeb, na Zamku Sforzów w Mediolanie). Pokonał go rak. Szerokiemu światu znany jest przede wszystkim jako autor Imienia Róży, choć – gwoli ścisłości – pewnie dla większości odbiorców jego nazwisko kojarzy się raczej poprzez związki ze scenariuszem do filmu o takim tytule.

Napisał siedem powieści, lecz to właśnie Imię Róży pozostaje – i pewnie już na zawsze pozostanie – tą, która najlepiej utrwaliła jego imię. Trochę szkoda, gdyż debiut pisarski wielkiego Włocha, mimo oczywistych walorów, nie do końca jednak oddaje charakter Eco jako pisarza. Czytaj dalej

„Zjawa” dużego kalibru – słów kilka o filmie

Zjawa

Tak się składa, że ze Stanisławem Błaszczyną mamy tendencję do niezgadzania się. Nasze dyskusje – prowadzone na jego blogu – bardzo często kończą się okopaniem stron na z góry oznaczonych pozycjach. Wierny jednak maksymie, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim odnaleźć, regularnie wracam na bloga Logos Amicus, z przyjemnością czytając teksty Stanisława i chętnie się do nich ustosunkowuję. Tym razem dałem się przekonać autorskiej elokwencji i zmusiłem się do wykonania wielkiej wolty: udałem się do kina na film, którego wcześniej oglądać nie planowałem. Rzecz dotyczy Zjawy, o której Stanisław napisał tutaj.

Wszystko wskazuje na to, że i tym razem nasze stanowiska będą nieco odmienne. Ale nie do końca. Krótko: film zrobił na mnie (nas) ogromne wrażenie i szalenie zaimponowała nam praca jego Twórców, zarazem z seansu wyszliśmy nieco rozczarowani i zmęczeni.

Miejsce wydarzeń: Dziki Zachód. Czas: przełom XVIII i XIX wieku (tak naprawdę to wiemy, że chodzi o rok 1823, ale taka dokładna definicja jest zbędna). Motyw: zemsta. Hugh Glass to doświadczony traper (wzorem Karola Maya nazwalibyśmy go być może westmanem – określenie skądinąd świetne, ale chyba nie przyjęło się w potocznej mowie) i poszukiwacz ścieżek. Prowadzi grupę żołnierzy pod dowództwem nieco naiwnego ale i tak charyzmatycznego kapitana Henry’ego na wyprawę myśliwską. Nie wszystko idzie tak jak powinno. Napadnięci przez Indian z plemienia Arikarów, uciekają jedynie cudem – i nie wszyscy. Ścigani przez tubylców porzucają wygodny rzeczny szlak i rozpoczynają trudną przeprawę przez góry. Właściwa opowieść zaczyna się dopiero teraz. Czytaj dalej