If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Miejsca, o których wiedzą tylko tubylcy. Czyli kolejna odsłona kulinarnej mapy Trójmiasta

   W każdym mieście są takie restauracje, które odwiedzają przede wszystkim tubylcy. Nie zawsze znajdują się w samym centrum, na próżno szukać o nich informacji w popularnych serwisach internetowych, a ich właściciele wcale nie zabiegają o specjalną reklamę. Jeśli zapytam miejscowego o takie lokale, on machnie ręką i powie, że nie wie o czym mowa. Dlaczego? Bo sam wybiera się tam za chwilę na obiad i nie chce, aby jego ulubiona miejscówka stała się zatłoczoną turystyczną atrakcją. Dzisiaj uchylę rąbka trójmiejskiej tajemnicy i przedstawię cztery godne polecenia miejsca, które zadowolą każdego łakomczucha.

Cup and Cakes, wejście na Molo w Orłowie (po lewej stronie)

   Molo w Orłowie to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w Trójmieście. Cieszy się mniejszą popularnością niż to słynne w Sopocie i właśnie dlatego tutejsi odwiedzają je chętniej. Morze, słońce, spójna architektura i zieleń – czego chcieć więcej? W trakcie spaceru do szczęścia brakowało mi zwykle pysznej gorącej kawy, którą mogłabym trzymać w ręku. I chyba nie tylko ja miałam podobne odczucia, bo wózek, w którym można kupić mój ulubiony napój, w krótkim czasie stał się kultowym miejscem wśród moich bliższych i dalszych znajomych.
   Właściciele co roku przywożą zapas świeżego ziarna z Rzymu, a przygotowywanie cappuccino, latte czy espresso od zawsze było ich pasją. Wózek „Cup and Cakes" stoi zaraz przy wejściu na orłowskim Molo po lewej stronie. Jeśli nie macie w planach wakacji nad Polskim morzem, to nic straconego, bo pysznej kawy napijecie się w tym miejscu przez cały rok. Teraz w ofercie pojawiła się też nowość: Cold Brew, czyli kawa parzona na zimno – jest bardzo delikatna w smaku, orzeźwiająca, po prostu pyszna i, co najlepsze, bez tłuszczu, cukru i laktozy.

Śródmieście, Mściwoja 9 Gdynia

   „Śródmieście”, to niewielki lokal znajdujący się prawie w samym sercu Gdyni. W niczym jednak nie przypomina typowej turystycznej knajpy, gdzie na jedzenie czeka się godzinami, a potrawy są wątpliwej jakości. Tutaj mamy pewność, że zjemy pysznego burgera, z wyjątkowo kruchej i soczystej wołowiny – polecam meksykańską i klasyczną wersję (w menu są też burgery wegetariańskie i wegańskie). Warto zapytać też o hot-doga, bo pojawia się często w daniach dnia. I naprawdę nie ma on nic wspólnego z tymi ze stacji benzynowej. Śródmieście to przykład kuchni w stylu „slow” – dania, które kojarzą nam się z fast-foodem tu nabierają zupełnie innej jakości. Jest też jedną z niewielu restauracji w Trójmieście, gdzie kuchnia jest czynna nawet do północy. Idealne miejsce na spotkania ze znajomymi. 

Dancing Anchor, Stągiewna 26 Gdańsk

   Restauracja „Dancing Anchor" to zupełna nowość na mapie Trójmiasta. Miejsce te polecił mi mój brat, który wrócił oczarowany wnętrzem, jedzeniem i klimatem stworzonym przez londyńskie studio projektowe DeSallesFlint. Kiedy tam weszłam, faktycznie poczułam się jakbym przeniosła się prosto do którejś z ekskluzywnych dzielnic Londynu. Na ścianach wisi piękna kolekcja sztuki – znajdziemy w niej wyjątkowe obrazy Łukasza Patelczyka, grafiki Aleksandry Prusinowskiej, a także minimalistyczne fotografie Sary Morris. Projektanci inspirowali się industrialnym charakterem Gdańska, w tym słynnej stoczni. Wnętrze prezentuje się przepięknie, a jak jest z jedzeniem?
    Po przeczytaniu menu najchętniej zamówiłabym wszystko – od kulbinu i pieczonego awokado, przez assiette wieprzowe i puree ziemniaczano-chrzanowe, aż po tartę jabłkową z kardamonem i chipsem z białej czekolady. W końcu zdecydowałyśmy się z Kasią na grillowaną kukurydzę z pieczonym batatem, oliwą cytrynową, granatem i ziołami (pycha) oraz chrupiący brzuch wieprzowy z arbuzem i ziołami (to był prawdziwy raj dla kubków smakowych). Na drugie danie zamówiłyśmy kurczaka zagrodowego szpikowanego masłem, do tego wybrałyśmy karmelizowanego buraka i puree ziemniaczano-cebulowe (puree było dodatkiem do innego dania, ale w restauracji „Dancing Anchor" są spełniane niemal każde indywidualne fanaberie klienta). Przechodząc do deserów: polecam sernik na zimno z musami z owoców i migdałami – po prostu palce lizać!

Przystanek Orłowo, Aleja Zwycięstwa 237/3 Gdynia

   Restauracja „Przystanek Orłowo” to jeden z moich ulubionych lokali w Trójmieście. Można powiedzieć, że jestem jej stałym bywalcem. Lokal ten nie znajduje się na żadnym szlaku turystycznym, więc ciężko do niego trafić przez przypadek – a szkoda! Z pozoru trudno wyłapać lokal na parterze nowoczesnego budynku, między sklepami wnętrzarskimi, ale jeśli już raz Wam się to uda, jestem pewna, że będziecie tam wracać.
   Restauracja swoją największą sławę zawdzięcza pysznym makaronom, które są własnoręcznie wyrabiane na miejscu. Jeśli będziecie mieć wątpliwości przy składaniu zamówienia, to polecam makaron Aglio e olio z krewetkami, czosnkiem, natką pietruszki, szpinakiem i pecorino – to jedno z tych dań, o których nigdy się nie zapomina. Przepyszna jest też przystawka – tatar francuski, który niestety jest daniem zimowym i obecnie nie ma go w karcie, ale znajduje się w pierwszej trójce moich ulubionych potraw. Jeśli chodzi o desery, to do moich faworytów należą morele pod kruszonką, goście masowo zamawiają też ciastko czekoladowe. „Przystanek” to miejsce przyjazne dzieciom – szef kuchni zrobi dla naszego malucha to, na co właśnie będzie miał ochotę, bo wiadomo, że pociechy bywają kapryśne. W karcie menu jest kilka opcji do wyboru, ale każdy grymas jest zaspakajany indywidualnie. Wieczorami natomiast, to miejsce idealnie nadaje się na lampkę dobrego wina i nastrojową kolację ze stekiem w roli głównej.

Look of The Day – little black summer dress

black dress / czarna sukienka – COS (jest teraz przeceniona)

shoes / buty – Mango (zeszłoroczna kolekcja, bardzo podobne znajdziecie tutaj i tutaj)

basket / kosz wiklinowy – H&M Home (sprzed dwóch lat, podobny tutaj)

watch / zegarek – Daniel Wellington

    "One more week and I'm done with it!" I've been repeating this sentence like a mantra for the past month as the project that I'm working on should have finished in May. It's only now that the whole undertaking is really drawing to an end. I've been totally occupied with writing and the finishing touches in the area of photo editing; therefore, I had only a short period of time to prepare this post. As I mentioned at the beginning – that will change soon :). Have a peaceful evening!

***

   "Ostatni tydzień i koniec!". To zdanie powtarzam sobie mniej więcej od miesiąca, bo projekt, który powinnam skończyć w maju, dopiero teraz zaczyna się naprawdę zbliżać do finiszu. Od kilku dni poświęcam się całkowicie pisaniu i ostatnim obróbkom zdjęć, dlatego na przygotowanie dzisiejszego wpis byłam w stanie poświęcić naprawdę niewiele czasu. Ale tak jak wspomniałam na początku – to się niebawem zmieni :). Spokojnego wieczoru!

Pierogi z malinami, słodkim twarożkiem i musem truskawkowym

At my home, sweet dumplings – especially those with blueberries, sour cream, sprinkled with sugar – are the greatest delicacy! Whenever I prepare them, my family is insatiable. Are you fans of sweet dumplings as well?

***

W moim domu pierogi owocowe – szczególnie te z jagodami, tłustą śmietaną i posypane cukrem – są największym rarytasem! Ile bym ich przygotowała, to zawsze za mało. Czy Wy też przepadacie za owocowymi pierogami?

Ingredients:

(recipe for 4 persons)

600 g of wheat flour

approx. 300 ml of warm water

2-3 tablespoons of clarified butter

1 egg

pinch of salt

filling:

350 g of curd cheese

4 tablespoons of sour cream (18 % butterfat)

3 tablespoons of sugar (you can use brown sugar or xylitol as well)

1 pinch of ground cardamom

1 teaspoon of vanilla essence (optional)

strawberry mousse:

approx. 500 g of strawberries

1 tablespoon of sugar

1 teaspoon of cinnamon

***

Skład:

(przepis na 4 osoby)

600 g mąki pszennej

ok. 300 ml ciepłej wody

2-3 łyżki masła sklarowanego

1 jajko

szczypta soli

farsz:

350 g twarogu

4 łyżki śmietany 18 %

3 łyżki cukru (może być brązowy lub ksylitol)

1 szczypta mielonego kardamonu

1 łyżeczka esencji waniliowej (opcjonalnie)

mus truskawkowy:

ok. 500 g truskawek

1 łyżka cukru

1 łyżeczka cynamonu

Directions:

  1. Sift the flour and salt. Add one egg. Knead the dough while adding warm water little by little. When the ingredients are combined, add butter and knead the dough again until smooth. Cover it with a linen table napkin.
  2. To prepare the filling: blend curd cheese, ground cardamom, and vanilla essence until smooth and even (we can also use a fork).
  3. To prepare the strawberry mousse: heat up washed and peeled strawberries in a pot with sugar and cinnamon. Decrease the temperature and cook it for approx. 15 minutes. When the mixture cools down, blend it until it has the texture of a mousse.
  4. Roll the dough out on the pastry board and cut out circular pieces (e. g. with the use of a glass). Place some curd cheese and a raspberry in the middle of each piece. Fold the pieces in half. Use your finger to dab a little water around the edge of each piece before sealing. Here you will find a short film on how to create the flounce. Cook the dumplings in a large pot with salted water until they flow out. Serve them hot with strawberry mousse and sour cream.

***

A oto jak to zrobić:

  1. Mąkę z solą przesiewamy i wbijamy jajko. Dolewając stopniowo ciepłej wody, wyrabiamy ciasto. Kiedy składniki się połączą, dodajemy masło i ponownie zagniatamy ciasto, aby zrobiło się gładkie. Przykrywamy lnianą ściereczką.
  2. Aby zrobić farsz: twaróg, śmietanę, cukier, mielony kardamon i esencję waniliową blendujemy na gładką i jednolitą masę (możemy również użyć widelca).
  3. Aby przygotować mus truskawkowy: umyte i obrane truskawki podgrzewamy w garnku z cukrem i cynamonem. Zmniejszamy temperaturę i gotujemy przez ok. 15 minut. Po wystygnięciu miksujemy na mus.
  4. Ciasto rozwałkowujemy na stolnicy i wycinamy kółka (np. za pomocą szklanki). Na środku każdego kółka kładziemy twarożek i malinę, zginamy na połowę. Przed sklejeniem warto zwilżyć brzegi wodą. Tu polecam krótki filmik, jak zrobić falbankę. Pierogi gotujemy w dużym garnku z osoloną wodą, do momentu aż wypłyną. Podajemy na ciepło z musem truskawkowym i kwaśną śmietaną.

Roll the dough out on the pastry board and cut out circular pieces (e. g. with the use of a glass). Place some curd cheese and a raspberry in the middle of each piece. Fold the pieces in half.

Ciasto rozwałkowujemy na stolnicy i wycinamy kółka (np. za pomocą szklanki). Na środku każdego kółka kładziemy twarożek i malinę, zginamy na połowę.

Use your finger to dab a little water around the edge of each piece before sealing. Here you will find a short film on how to create the flounce that you can see in the picture.

Przed sklejeniem warto zwilżyć brzegi wodą. Tu polecam krótki filmik, jak zrobić falbankę widoczną na zdjęciu.

Serve them hot with strawberry mousse and sour cream. If you've got your favourite recipes for fruit dumplings, write them in the comments – I'm eager to try them out. Such delicacies disappear in seconds at our home!

***

Pierogi podajemy na ciepło z musem truskawkowym i kwaśną śmietaną. Jeżeli macie swoje ulubione przepisy na pierogi z owocami to piszcie w komentarzach – chętnie poznam i wypróbuje, bo u nas znikają takie cuda w mig!

Dlaczego jesteśmy gotowe płacić za metkę? I kiedy warto to zrobić?

   Designer apparel has been a hot topic among women for quite some time. Many of us think that it's a complete waste of money and that owning such clothes is a blatant sign of vanity. To be frank, flaunting labels ostentatiously is something that each of us should avoid as it is a proof of bad taste and snobbery. But does it really mean that upmarket goods should stay off our radar?  Is there really nothing more behind the luxury logo? When is it worth spending more and when is it worth putting your money into something else?

– There is a lot of talk about the fact that shoes created by top designers are considerably different from the pairs that we can find in chain stores. Their production usually entails the use of the most delicate lambskin, the shoes are perfectly balanced (owing to which high heels don't slip off our feet and are extremely comfortable), each hem is executed with great attention to detail, and the shoes look simply beautiful on their owner's feet. However, there is one substantial disadvantage – they quickly wear out. Therefore, if you've already decided that you want to purchase your dream pair by Gianvinto Rossi, you need to be aware that you shouldn't wear these shoes to work on a daily basis. And if you're going to wear them on really rare occasions, you should choose a classic model. In such a way, you will avoid becoming fed up with them after two seasons. I advise against buying the lately popular designer sneakers and sports footwear – these will soon go out of fashion – and wear out equally quickly. If you are determined to buy designer shoes online, watch out for Jimmy Choo and Christian Louboutin – most of their models are really cut out and don't look good.

***

   Temat markowych ubrań od dawna wzbudza u kobiet duże emocje. Wiele z nas uważa, że jest to kompletna strata pieniędzy, a ich posiadanie świadczy o próżności właścicielek. I szczerze mówiąc, ostentacyjne obnoszenie się z metką jest czymś, czego każda z nas powinna unikać, bo to objaw złego gustu i snobizmu. Ale czy to oznacza, że rzeczy z wyższej półki powinny przestać dla nas istnieć?  Czy za luksusowym logo nie kryje się nic więcej? Kiedy warto wydać więcej, a kiedy przeznaczyć pieniądze na coś innego?

– Dużo mówi się o tym, że buty od czołowych projektantów różnią się znacznie od tych, które możemy znaleźć w sieciówkach. Do ich wykonania używa się zwykle najdelikatniejszej jagnięcej skóry, są perfekcyjnie wyważone (dzięki czemu nawet wysokie szpilki nie zsuwają się ze stóp i dobrze się w nich chodzi), każde łączenie materiałów wykonane jest z wielką dbałością, a na nogach wyglądają po prostu pięknie. Mają jednak jedną sporą wadę – bardzo łatwo ulegają zniszczeniu. Jeśli więc jesteś zdecydowana, aby kupić sobie jedną wymarzoną parę butów od Gianvinto Rossi, to mniej w głowie świadomość, że raczej nie powinnaś w nich chodzić codziennie do pracy. A skoro będziesz je nosić rzadko, to aby nie znudziły Ci się po dwóch sezonach, wybierz naprawdę klasyczny model. Odradzam kupowania tak modnych ostatnimi czasy trampek i butów sportowych od projektantów – one najszybciej wychodzą z mody i równie prędko się zużywają. Jeśli jesteś zdecydowana kupić markowe buty w internecie, to uważaj na markę Jimmy Choo i Christian Louboutin – większość modeli jest bardzo mocno wycięta i nie wygląda dobrze. 

Od lewego górnego rogu: sandałki Francesco Russo, różowe pantofle YSL, baletki Pretty Ballerinas, czarne szpilki Bionda Castana, niebieskie pantofle Manolo Blahnik, baletki Chloe 

– Already in ancient times, the best craftsmen marked their products with their own unique sign. Owing to that, a potential buyer knew who was responsible for the execution and, thus, the quality of the item. Only hundreds of years later, when the companies began to use the blessings of marketing, did the discrepancy between the quality and the price appear and the brand name stop being a guarantee of the best fabrics. Today, there is no need for us to put much effort in gaining information whether the article of clothing that we want to buy was produced from the lowest quality resources and without respecting human rights. Producers in their assurances are almost balancing on the border of manipulation and until we read some kind of scandalous article online (about a rat sewn up in a dress, collapsed manufacturing plant, slavish work conditions, toxic dyes), we often remain oblivious about certain things.

– When we're talking about companies specialising in specific fields, it's worth investing in the label. It's better to buy running shoes in Nike or Adidas stores rather than in Zara, as the technological solutions of the former two will be more advanced. Such companies allocate greater financial outlays to make their products stand out quality-wise. The same can be said about skiing clothes and undergarments.

– I imagine that whenever you read an article on fashion websites about the fact that it's worth investing money in designer clothes, you usually roll your eyes and ponder whether the editors are aware of the meaning of the word "investment." In the light of article 3 section 1 item 17 of the Accounting Act, investment is the ownership of assets that are used to attain economic benefits resulting from the value increase of these assets. And it's rather unlikely that you'll sell your Jil Sander coat after three seasons for a price that is higher than its original price. Only in very specific cases (when it comes to limited editions or auctions) can we count on profit from the sale of used clothes and accessories. Yet, it's true that some elements of wardrobe can be sold at a small loss even after many years. Handbags are of course on the front line here. Then, we've got dresses, shoes, outerwear, trousers, sweaters, and, finally, undergarments.

***

– Już w czasach starożytnych najlepsi rzemieślnicy oznaczali swoje produkty własnym znakiem. Dzięki temu, potencjalny kupiec wiedział, że wyrób wyszedł spod ręki odpowiedniej osoby i tym samym jakość będzie na wysokim poziomie. Dopiero kilkanaście setek lat później, gdy firmy masowo zaczęły korzystać z dobrodziejstw marketingu, jakość nie zawsze szła w parze z ceną, a marka nie była już gwarancją dobrego gatunku. Dziś musimy się bardzo natrudzić, aby uzyskać rzetelną informację na temat tego, czy kupowane przez nas ubranie, nie zostało uszyte z najsłabszych surowców i bez poszanowania praw człowieka. Zapewnienia producenta często balansują na granicy manipulacji i dopóki nie przeczytamy w internecie jakiegoś skandalicznego artykułu (o szczurze zaszytym w sukience, zawalonej fabryce, niewolniczych warunkach pracy, toksycznych barwnikach) często żyjemy w niewiedzy. 

– Warto zainwestować w metkę, jeśli mówimy o firmach specjalizujących się w konkretnych dziedzinach. Buty do biegania lepiej kupić w sklepie Nike czy Adidas niż w Zarze, bo technologiczne rozwiązania w przypadku dwóch pierwszych będą na znacznie wyższym poziomie. Takie firmy przeznaczają po prostu więcej nakładów finansowych na to, aby ich produkty wyróżniały się jakością. To samo tyczy się na przykład strojów narciarskich czy bielizny. 

– Domyślam się, że gdy czytasz artykuły na portalach modowych o tym, że warto zainwestować pieniądze w markowe rzeczy, to z reguły przewracasz oczami i zastanawiasz się, czy redaktorki znają znaczenie słowa "inwestycja". W świetle art. 3 ust. 1 pkt 17 ustawy o rachunkowości inwestycja jest to posiadanie przez jednostkę aktywów w celu osiągnięcia z nich korzyści ekonomicznych wynikających z przyrostu wartości tych aktywów. A mało prawdopodobne, abyś swój płaszcz od Jil Sander, po trzech sezonach, sprzedała drożej niż za cenę jego zakupu. Tylko w bardzo szczególnych przypadkach (przy limitowanych edycjach czy licytacjach) możemy liczyć na zysk ze sprzedaży używanych ubrań i dodatków. Ale faktem jest, że niektóre elementy kobiecej garderoby, nawet po wielu latach, można sprzedać z niewielką stratą. Numerem jeden są tutaj oczywiście torebki, następnie sukienki, buty, okrycia wierzchnie, spodnie, swetry, a na samym końcu oczywiście bielizna. 

Powyżej widzicie dwie torebki, pierwsza to YSL (kupiona w sklepie vintage), a druga to &Otherstories. Obydwie prezentują się dobrze, torebka z sieciówki, mimo znacznie niższej ceny, jest wykonana naprawdę starannie (co rzadko się zdarza w przypadku sieciówek), ale ta pierwsza jest zdecydowanie bardziej elegancka. 

– Therefore, if you want to feel that you've got a chance to regain the bulk of the spent money, choose a handbag (highest prices are attained by models that can contain nothing more than your wallet, mobile phone, and keys; larger models that can contain A4 format are much harder to sell). It's important to keep the box, the dust bag, the receipt, and the authenticity card if the handbag comes with one. You're considering the purchase of a designer handbag? Check out the well-tried vintage shops (WhatGoesAround or Portero). Each handbag goes through an authenticity test, and your dream model can be found there even for half of its original price.

– You are already aware of the fact that designer clothes lose their value. It so happens, however, that most of us are willing to pay more to buy a… dress. Of course, I'm talking about a dress that you can wear for important events and that you will wear maximally up to three times a year. I'll stay persistent in encouraging you to buy classic models. However, if we want to go crazy with the dress, I'd go for renting one instead of buying one. Yes, I think that renting a dress is a better solution in some situations than going straight to the purchase. I took advantage of the Lovethedress offer, as I found a dress by Self-Portait that I really liked on their website. As it usually happens, I wouldn't wear it more than two times (it's too short for a wedding and is very characteristic). The store offers numerous examples of clothes from foreign and native designers.

***

– Jeśli więc chcesz mieć poczucie, że w przyszłości uda Ci się odzyskać lwią część wydanej kwoty, to wybierz torebkę (najwyższe ceny uzyskują te, do których zmieścisz niewiele poza portfelem, telefonem i kluczami, te duże, które mieszczą format A4 znacznie trudniej jest sprzedać). Ważne, aby zachować pudełko, worek, rachunek i kartę autentyczności jeśli torebka takową posiada. Zastanawiasz się nad zakupem markowej torebki? Sprawdź wcześniej wiarygodne sklepy vintage (WhatGoesAround lub Portero). Każda torebka przechodzi tam test oryginalności, a wymarzony model można znaleźć nawet za połowę ceny. 

– Wiesz już, że cena markowego ubrania szybko spada. Tak się jednak składa, że większość z nas jest skłonna wydać najwięcej pieniędzy na… sukienkę. Mowa oczywiście o takiej na wielkie wyjście, którą włożymy maksymalnie trzy razy w roku. Tu także zachęcać będę do szukania modeli klasycznych, a jeśli już bardzo chcemy zaszaleć, to prędzej wypożyczyłabym sukienkę niż ją kupiła. Tak, uważam, że w niektórych sytuacjach wypożyczenie sukienki jest rozwiązaniem lepszym niż jej zakup. Sama skorzystałam z oferty Lovethedress, bo na ich stronie znalazłam sukienkę marki Self-Portrait, która bardzo mi się podobała, ale znając życie nie włożyłabym jej więcej niż dwa razy (za krótka na wesele i bardzo charakterystyczna). Znajdziecie tam wiele modeli od zagranicznych i polskich projektantów. 

Sukienka marki Self-Portrait z wypożyczalni Lovethedress (rozmiar 34)

– Even if you pay no attention whatsoever to the label and look at girls who save money to buy a Louis Vuitton bag for months with pity, you shouldn't be too much of an ignorant here. Higher price isn't always a guarantee of the fact that a given product is worth it, but an e x t r e m e l y low price in case of clothes and accessories should give us some food for thought. It's a really nice feeling when you come across a dress that costs PLN 30 in a chain store, but I, a person who has lately ventured into the world of clothing production, can immediately see the red signal in my head. If it's extremely difficult for me to negotiate PLN 60 for a simple dress in a Polish sewing workshop with quite a high number of orders (and I need to include the cost of the fabric, transportation, and packaging), then how is it possible for companies that sell their products at tenfold lower prices to save on anything? They surely save on everything apart from the margin. It's worth keeping that in mind and trying to become a mindful consumer.

***

– Nawet jeśli kompletnie nie zwracasz uwagi na metkę i z politowaniem patrzysz na dziewczyny zbierające miesiącami na torebkę od Louis Vuitton, to nie powinnaś być w tej kwestii za dużą ignorantką. Wyższa cena nie zawsze daję nam pewność, że dany produkt wart jest swojej ceny, ale  b a r d z o  niska cena, w przypadku ubrań i dodatków, powinna dać nam do myślenia. To naprawdę miłe uczucie, gdy uda nam się znaleźć w sieciówce sukienkę za trzydzieści złotych, ale u mnie, osoby zajmującej się od niedawna produkcją ubrań, zapala się w głowie czerwona lampka. Jeśli za uszycie najprostszej sukienki, przy całkiem sporej liczbie zamówionych sztuk, w polskiej szwalni z trudem udaje mi się wynegocjować cenę sześćdziesięciu złotych (a do tego dochodzi jeszcze przecież koszt materiału, transportu czy opakowań) to na czym oszczędzają firmy, które mogą pozwolić sobie na dziesięciokrotnie niższą cenę produkty? Z pewnością na wszystkim poza marżą. Warto o tym pamiętać i starać się być świadomym konsumentem.